piątek, 21 marca 2014

"Chwila szczęścia" - Federico Moccia

Jak ciężko jest nam powiedzieć, co tak naprawdę czujemy? Nie mówimy, co nam leży na sercu, tam głęboko, bo nie ma słów, by móc to opisać, czy dlatego, bo nie chcemy, aby inni znali tę najskrytszą część naszych uczuć? Może boimy się, że ktoś to wykorzysta przeciwko nam? Mówiąc "kocham cię" obnażamy się przed innymi, pokazujemy, że nasz umysł i serce należy do tej osoby, że jesteśmy wobec niej bezbronni. Przez te dwa słówka oznajmiamy komuś, że trzyma naładowaną broń wycelowaną prosto w naszą pierś. I to od tego kogoś zależy, czy zabije nas, czy zostawi przy życiu. A ludzie nie chcą pokazywać, jak bardzo nadzy są w niektórych sytuacjach, przy niektórych osobach. A więc zatrzymujemy dla siebie nasze uczucia, myśli, zamykamy się na świat, pokazując i mówiąc tylko wyselekcjonowane rzeczy, aby nie dać się zniszczyć, nie pokazać, jak bezbronni jesteśmy. Nie opowiadamy innym o naszym życiu, by z demonów przeszłości budować coraz większy i twardszy mur, chroniący nas przed okrucieństwem. Nie tylko ludzi, ale i losu.

"Prawda jest taka, że potrzebuję marzeń, bo światu, w którym żyję, daleko do ideału. Straciłem coś i to spowodowało, że przestałem marzyć, a jednego jestem pewien: bez marzeń nigdzie nie dojdziesz."

Nicco przechodzi trudny okres czasu - niedawno stracił ojca, który był jedną z najważniejszych osób w jego życiu, pokazał mu jak żyć, dzielił się słowami, które pozostały na zawsze w jego pamięci, pokazał miejsca, które wyryły się w jego sercu na wieku. Dwudziestotrzyletni chłopak nie potrafi się pogodzić z utratą taty, a świadomość, że stał się głową rodziny zdecydowanie mu w tym nie pomaga. Jego życie się rozpadło, a mimo to musi pomagać pozbierać świat mamy i sióstr, które znoszą śmierć bliskiego inaczej, każda w inny sposób. Kroplą, która przelała czarę goryczy jest Alessia, która po długim związku z Niccolo bez żadnych wyjaśnień zostawia go. Mówi jedynie "przykro mi", a Nicco nie ma sił na to, aby za nią pobiec. Nadszedł czas smutku, goryczy, łez i rozmyślań, które może przerwać chwila szczęścia, zapomnienia. Da mu ją cudzoziemka, która przybyła na wakacje do Włoch?

Federico Moccia to włoski pisarz, scenarzysta filmowy i telewizyjny. Jego pierwsza powieść "Trzy metry nad niebem" odniosła we Włoszech niebywały sukces, a ponadto zajęła wyjątkowe miejsce w moim sercu. Do kolejnej powieści Moccii podeszłam z dużym entuzjazmem, oczekując przyjemnej lektury, która przeniesie mnie do gorących Włoch. Czyżbym otrzymała to, czego się spodziewałam?

"Myślę o tym, że nasze życie to ciągłe łapanie równowagi. Kiedy wydaje ci się, że już ją osiągnąłeś, wydarza się coś, co sprawia, że ponownie ją tracisz. Upadasz do przodu lub do tyłu i znowu próbujesz ją złapać. Czasami nie jest to możliwe, więc musisz zmienić swoje życie, a to z kolei bywa trudne. Zanim się obejrzysz, wygląda ono zupełnie inaczej."

Pomysł na książkę nie należy do oryginalnych, nie wyróżnia się niczym spośród wielu obyczajówek - ot zwyczajna opowieść o nieszczęśliwej miłości, zastąpionej nowym, wyjątkowym uczuciem. Jednak fabuła "Chwili szczęścia" nie ogranicza się jedynie do miłości, choć stanowi jej ważną część. Pisarz ukazuje w swojej książce, co oznacza utrata kogoś bliskiego, pokazuje i zastanawia się nad momentami, o których nie zwykliśmy nigdy myśleć. Pomaga nam poczuć te delikatne ukucia w sercu, towarzyszące nam podczas przeżywania na pozór zwykłych chwil, a tym samym udowadnia, że żadnego momentu nie można nazwać zwyczajnym. Powieść Moccii przepełniona jest zdarzeniami rozłożonymi na części, przez co czujemy magię tej chwili, możemy się zatrzymać tu i teraz oraz obejrzeć wszystko w zwolnionym tempie - co za tym idzie akcja książki jest bardzo wolna, idzie wręcz ślimaczo, nie zaskakuje nas, powoli płyniemy wraz z nią spokojnym prądem. Mamy mnóstwo czasu na refleksje, nie tylko głównego bohatera, ale i własne.

Niestety w "Chwili szczęścia" możemy wyczuć pewną sztuczność dialogów; niektórymi momentami odnosimy wrażenie, że są one wyreżyserowane, nieszczere. Jakby postacie wyuczyły się na pamięć swoich kwestii i wyrzucają je z siebie jednym tchem. Ponadto unikanie opisów, dopowiedzeń w wielu zdarzeniach, również nie idzie książce na plus. Minimalistyczna liczba opisów jak i uwiecznionych na kartkach gestów oraz wszystkich uśmiechów, umniejsza wartość tej pozycji. Wydaje mi się, że to właśnie ten minimalizm sprawił, że niektóre wydarzenia wydawały mi się absurdalne. Szybkość z jaką Nicco oraz jego przyjaciel zyskali zaufanie, a wręcz serce cudzoziemek, była dość nierealistyczna, zbyt gwałtowna, niekompletna. Brakowało mi tutaj prawdziwości, uzasadnienia tego zaufania i oddania, którym obdarzeni zostali panowie.

"Kiedyś znaczy tak naprawdę nigdy. A teraz jest już za późno. Nasze życie składa się z wyrzeczeń. Wydaje nam się, że nadejdzie lepszy moment, że warto żyć, że wszystko się zmieni. Jutro, czekamy zawsze na jutro, choć ono przecież nie zawsze niesie to, czego się spodziewamy."

Bohaterzy powieści są dość dobrze wykreowani. Niccolo to w pewien sposób zamknięty chłopak, który utknął w bolesnej przeszłości. Zamiast żyć tu i teraz, wciąż wraca do przeszłości, zastanawiając się, co zrobił źle, czemu los postanowił tak nim zadrwić. Mimo wszystko polubiłam tego młodego mężczyznę. Ciekawą i niosącą z sobą wielki optymizm postacią był Gruby - wyluzowany, mający wszędzie kontakty, szczery w swej kłamliwości dwudziestoparolatek. Postacie drugoplanowe takie jak Polki Ania i Paulina, oraz Benedetta, Pepe, Valeria jak i Fabiola są dobrze wykreowani, wnoszący w fabułę mniej lub więcej.

"Płacz, módl się i żyj; pewnego dnia, kiedy będziesz na szczycie, ten straszny huragan wyda ci się niczym."

Podobało mi się, iż narracja prowadzona jest z perspektywy Nicco. To miła odmiana w natłoku miliona obyczajówek, które prowadzi płeć piękna. Od zawsze ciekawiły mnie pozycje, gdzie narratorem okazuje się mężczyzna, gdyż mam niepowtarzalną okazję poznać całkowicie odmienny system myślenia od mojego. Ponadto wielkim plusem powieści jest humor. Nie ma rozdziału, w którym bym się chociaż nie uśmiechnęła! Lekkie pióro autora sprawia, że w zastraszającym tempie połykamy kolejne strony i z przyjemnością oraz niejednokrotnie wybuchamy szczerym śmiechem. 

"Chwila szczęścia" to pełna refleksji, napisana lekkim i przyjemnym językiem, niezobowiązująca lektura, która zajmie Wam jeden wieczór. Poznacie miłość, zdecydowanie nie wyróżniającą się spośród innych, ale ciekawą. Pan Federico zatrzyma się razem z Wami podczas zwyczajnych momentów, które przeżywacie codziennie i pomoże odnaleźć Wam w niej własną odmianę chwili szczęścia.

"Pocałunek jest jak przepustka, jak lustrzanka w aparacie fotograficznym, jak odlew z gliny. Uwiecznia każdy szczegół, smak i charakter osoby, która cię całuje. Na zawsze zostanie ze mną ten wyjątkowy, niepowtarzalny moment, ta chwila szczęścia."

wtorek, 25 lutego 2014

Zapowiedzi wydawnictwa Dreams

Tytuł: Dopóki śpiewa słowik
Autor: Antonia Michaelis
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 416
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-63579-40-1
Format: 148 x 215
Data premiery: 7 marca 2014r.

Jari ma osiemnaście lat i w porównaniu z najlepszym przyjacielem, Mattim, jest nieporadny w kontaktach z dziewczętami. Nic dziwnego. Żył dotąd w uporządkowanym świecie stałych norm i krochmalonych koszul – brakuje mu doświadczenia. To wszystko zmienia się, gdy spotyka Jaschę. Ta wywierająca niezwykłe wrażenie dziewczyna prowadzi go ze sobą do domu w samym środku leśnej pustelni. Tam Jari odkrywa świat piękna, finezyjnych ornamentów i zmysłowego upojenia. Ale wkrótce okazuje się, że Jascha skrywa pewną tajemnicę. I że za pięknymi złudzeniami kryje się porażająca prawda. Dom na odludziu. Błądzący wędrownik. Las, skrywający zbyt wiele grobów. I niebezpieczeństwo, które wychodzi poza granice wyobrażeń.

Tytuł: Grzywą malowane
Autor: Agata Widzowska-Pasiak
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 192
Oprawa: twarda + UV + aksamit
ISBN: 978-83-63579-43-2
Format: 145 x 195
Data premiery: 28 lutego 2014r.

Kontynuacja powieści „Koń na receptę”.
Kolejne przygody Jagody i grupy dzieci, spędzających wakacje w Dąbrówce, widziane oczami nowej bohaterki, Gai.
W okolicy dzieją się niezwykłe rzeczy: inwazja królików, podejrzane ucieczki koni i innych zwierząt gospodarskich, dziwne malunki na murach Starego Młyna, muzyka dobiegająca z lasu i przemykająca postać Czarnego Maxa. To tylko niewielka część pasjonujących wydarzeń, które sprawiają, że dzieci ponownie jednoczą siły, aby rozwikłać tajemnicę białej klaczy i kolorowych koni.


Tytuł: Gapiszon i wędzone morze
Autor: Bohdan Butenko
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 40
Oprawa: twarda
ISBN: 978-83-63579-44-9
Format:  270x255
Data premiery: 28 lutego 2014r. 

Kolejne przygody Gapiszona, jednego z najsłynniejszych polskich bohaterów komiksowych, którego wiele perypetii adaptowanych było przez Telewizję Polską w paśmie Wieczorynki. Tym razem Gapiszon poszukuje wędzonego morza, marząc o wielkich połowach! 

Wędzone morze? Gdzie to jest?... Spytaj Gapiszona!

Przyznam, że najbardziej intryguje mnie "Dopóki śpiewa słowik". Jest to książka twórczyni "Baśniarza", którego pokochałam całym sercem i duszą! Z niecierpliwością będę wyczekiwała dnia, w którym kolejne dzieło pani Antoni trawi w moje ręce! A Wy której premiery najbardziej wyczekujecie? 

sobota, 15 lutego 2014

"Ostatnia spowiedź" tom II - Nina Reichter

Jak to jest spotykać wiele osób, nawiązywać z nimi bliższe kontakty, ale nigdy nie czuć 'tego czegoś'? Można to nazwać używaniem życia; znać wielu ludzi, ale do żadnej z nich nie czuć tego, czego nasza dusza nieświadomie poszukuje. Aż tu nagle widzisz kogoś, kto sprawia, że Twoje serce przyśpiesza, że Twoja krew pulsuje w żyłach jak jeszcze nigdy, Twój organizm jest niepowstrzymany i choć nie dotykasz tej osoby, Twój umysł pokazuje Ci miliony obrazów, w których jesteście blisko, razem, nierozłączni. I już wiesz, że to tej osoby szukałeś całe życie, że tylko ona umie sprawić, by Twe serce opuściły złość i smutek, że tylko będąc obok niej, odkrywasz czym tak naprawdę jest pragnienie czyjegoś bezpieczeństwa, szczęścia, duszy. W tej jednej chwili, po milionie romansów, rozumiesz, że kochasz. Tak szczerze, tak prawdziwie, tak, że sen nie przychodzi, gdy gwiazdy świecą na niebie. Ale nie jest Ci dane być szczęśliwym, pomimo tego, co poświęciłeś, co przeszedłeś, ta osoba nie jest przeznaczona Tobie. A Ty musisz jedynie stać i patrzeć, jak ktoś inny daje jej poczucie bezpieczeństwa, rozkosz i radość. Powiedz mi, co czujesz? 

"Tylko niech ktoś wyrwie mi serce, bo teraz wiem, że bez niego byłoby mi prościej."

Nadeszły najgorsze tygodnie dla Ally. Bradin został postrzelony, jest w szpitalu, gdzie lekarze nie dają mu wielkich szans na wyzdrowienie. Każda minuta jest na wagę złota, każde piknięcie maszyny może zwiastować początek, albo koniec. Al ani na chwilę nie opuszcza ukochanego, a obok niej Tom, brat Brade'a, powtarza w głowie gest swego młodszego braciszka, który na łożu śmierci, gdy upadał na ziemię zakrwawiony, odepchnął go. Mogłoby się wydawać, że chwile, gdy Bradin jest nieprzytomny, gdy jego życie wisi na włosku są najgorsze, ale po jego wybudzeniu, zamiast uśmiechów, okrzyków radości rodzą się łzy, wrzaski bólu, błagania i kłótnie.

"A jednak każdy z nas ma tajemnice, jakieś zakamarki duszy, o których nie chciałby, by wiedzieli inni."

Nina Reichter to polska pisarka, która zdobyła wielką sławę debiutancką powieścią "Ostatnia spowiedź". Tysiące czytelników urzekła miłości gwiazdy rocka i zwyczajnej, ułożonej dziewczyny. Przyznam, że jestem jedną z tych osób, które odnalazły uwielbienie w "Ostatniej spowiedzi". Pierwsza część niesamowicie mi się spodobała, trafiła prosto w moje serce, czy udało się to również kontynuacji?

Muszę zacząć od tego, iż mam przeraźliwie mieszane odczucia do tej pozycji. Czytałam ją z ogromnym sentymentem, ponownie zagłębiałam się w niezwykłych słowach, które niegdyś tak doskonale trafiały w moją duszę. Właśnie. Niegdyś. Przyznam, że czułam ogromną radość podczas czytania, emocje, które towarzyszyły głównym bohaterom, zawładnęły i mną, ale, niestety, niektóre momenty wydały mi się przesadzone. Jakby pisarka chciała opisać burzę uczuć i przelać ją co do joty na czytelnika. W kilku przypadkach - z marnym skutkiem. Owszem, emocje nie dawały o sobie zapomnieć, ale niekiedy, w niektórych momentach miało się wrażenie iż są przesadzone, sztuczne, nieprawdziwe. Jakby nieokiełznana miłość pomiędzy Ally i Bradinem była wyreżyserowana, a oni zamiast improwizować, z oddaniem podążali za skryptem. 

"Czasem ludzie docierają na rozdroże i tam już zostają."

Zafascynowało mnie uczucie głównych bohaterów. Ich miłość była chaotyczna, nieokiełznana, szalona, przekraczająca wszelkie granice, które starały się ich zahamować. Chyba właśnie taka powinna być miłość: niepowstrzymana. Z ogromnym zaciekawieniem odkrywałam każdą przepełnioną uczuciem myśl, ukrytą pomiędzy słowami, czytałam monologi pełne wyznań, które obiecywały więcej niż można mieć, i choć wiem, że dla wielu osób wszystkie kłótnie i gorące powroty kochanków, mogły wydać się przesłodzone, mnie zastanowiła inna rzecz: skoro Bradin i Ally zarzekali się, że kochają siebie mocniej niż powinni, mocniej niż jest to możliwe, czemu w chwilach kryzysu, gdy na jaw wychodziły zdrady, kłamstwa, oszustwa i przekręty, jedna z połówek tak łatwo odpuszczała? Czemu jeden z kochanków zamykał się w sobie, ukrywał przed światem, uciekał we łzach? Skoro trafiła się im taka niepowtarzalna miłość, dlaczego jedna z połówek potrafiła odpuszczać, a druga wciąż walczyła? Tak było na zmianę - ktoś odpuszczał, a ktoś walczył. Czy aby nie obydwie strony powinny walczyć z całych sił o to, co ich spotkało? 

Bohaterzy są dobrze wykreowani. Niestety Ally Hanningan jest dość trudną postacią, z przykrością stwierdzam, że bardzo ciężko ją polubić. Płaczliwa, niekiedy histeryczna, szybko dająca za wygraną, niepotrafiąca się zaangażować. Nie starałam się darzyć ją sympatią, a jedynie zrozumieniem. I owszem, z czasem zaczęłam ją rozumieć. Na szczęście pisarka w ciągu całej fabuły dała młodej fotografce szkołę życia, po której jej charakter i podejście do sprawy zdecydowanie się zmieniły. Bradin to chłopak, który w pierwszej części zdobył moje serce, a w drugiej? Nie rozumiałam jego zachowań, ale tak samo jak u Alison, starałam się je zrozumieć. Szkoła życia nie ominęła go jednak i tak samo jak Hanningan, jego zachowanie uległo zmianie. Z wrażliwego, lekkomyślnego młodzieńca stał się odpowiedzialnym i stanowczym młodym mężczyzną. Mimo wszystko najbardziej intrygowała mnie postać Toma. Jego ból emanował z kartek, przelewając się na czytającego. Jedyne słowo, które przychodzi mi na myśl o tym pełnym złości, nienawiści, ironii i arogancji mężczyźnie, to niesprawiedliwość. No bo czemu, aby jedna z osób była szczęśliwa, druga musi cierpieć? 

"Mam wrażenie, że świat stanął w miejscu i to tylko ja zapomniałam przestać się kręcić."

Narracja jest doprawdy świetna. Czytelnik nie tylko zna uczucia Ally, Brade'a, Toma, ale i tych, o których wcześniej się nie wspominało, a wnieśli coś do powieści. Pisarka budziła w nas niepohamowaną ciekawość, która sprawiała, że niemożnością było oderwanie się od książki. W gąszczu krwi, łez, emocji i uczuć pani Nina nie zapomniała o życiu gwiazdy. Świetnie wplątała ten wątek ukazując jego wszystkie strony, nawet te najczarniejsze.

"Ostatnia spowiedź" tom II to kontynuacja, która nie trzyma wyznaczonego poziomu. Ale pomimo tych wszystkich mankamentów, o których wspomniałam, powieść pani Reichter zapadła mi głęboko w pamięć, niektóre słowa trafiły prosto w moje serce i tak, jak napisane jest na pierwszej stronie powieści, w pewien sposób i ja odnalazłam tu miłość. Polecam tę serię miłośnikom przyjemnych romansów, gdzie gorące uczucie w wielu chwilach jest niezrozumiałe - chyba właśnie takie ono powinno być. Niezrozumiałe. Bo jak można je zrozumieć?

"Teraz wiedział, że miłość nie jest frazą lub melodią. Jest lawiną słów i dźwięków, jest poematem barw i odcieni. Jest tym, co czuł, kiedy nie chciał zasypiać, by móc na nią patrzeć."

Zapowiedź: "W pewnym teatrze lalek" - Lidia Miś

Tytuł: W pewnym teatrze lalek
Autor: Lidia Miś
Wydawnictwo: Dreams
Ilość stron: 128
Oprawa: twarda + UV + aksamit
ISBN:  978-83-63579-42-5
Format: 160 x 234
Data premiery: 23 lutego 2014r.

Do teatru lalek przybywa nowa marionetka Perełka. Jest niedoświadczona i nigdy nie występowała na scenie. Do roli aktorki pomagają jej przygotować się nowi przyjaciele: Kamilla, Babcia, Miś i Kaczka. Plejada marionetek, jawajek i pacynek wiedzie na pozór beztroskie życie, co rusz wcielając się w nowe kreacje. Okazuje się jednak, że aktorstwo niesie ze sobą wiele wyzwań, a teatr jest czymś więcej niż pracą – jest całym ich światem!

Książka "W pewnym teatrze lalek" w sposób zabawny, a zarazem wzruszający opowiada o kształtowaniu charakteru, partnerskich relacjach i przynależności do grupy. To opowieść o budowaniu własnej tożsamości, rozpoznawaniu emocji oraz o otwartości na potrzeby innych. 

Zapowiada się naprawdę interesująco! Skusicie się?


piątek, 7 lutego 2014

"Niebo" - Alexandra Adornetto

Największym sukcesem, jaki można osiągnąć w życiu jest bycie szczęśliwym. Ludzie dążą do tego, gdyż będąc szczęśliwymi egzystencja wydaje się być łatwiejsza. Co jesteśmy więc w stanie zrobić, aby osiągnąć ten przepełniony euforią stan? Jak daleko możemy się posunąć, aby chwycić swoją własną odmianę szczęścia? Czy walczymy o to do końca, ze wszystkich naszych sił, do utraty tchu, czy z czasem się poddajemy, gdy rozumiemy, że droga do osiągnięcia niepowstrzymanej radości jest zbyt trudna? Ale spróbujcie sobie wyobrazić własne istnienie bez rzeczy tudzież osoby dającej Wam szczęście. W jakich barwach maluje się wtedy świat? Wydaje mi się, że bez uczucia szczęścia wszechświat nie ma żadnych barw; jest pusty, smutny, a my jedynie istniejemy w nim. Dlatego proponuję zatrzeć wszelkie granice, roztrzaskać rzucane kłody pod nogi i walczyć o własne szczęście. Do utarty sił.

"Akurat kto jak kto, ale ty powinnaś pamiętać, że jeśli komuś wystarczająco mocno na czymś zależy, znajdzie sposób, aby dopiąć swego."


Ziemia się buntuje. Niebo jawnie pokazuje swoją niechęć względem oświadczyn Xaviera. Młodzi jednak ignorują znaki niebios i pobierają się w ukryciu. Gdy na palcach człowieka i anioła znajdują się prozaiczne obrączki, zaczyna się istne Piekło idące prosto z Nieba. Żołnierze niebios zaczynają pościg za zbuntowaną anielicą Bethany, chcąc ją zabrać tam, gdzie jej miejsce, gdzieś, gdzie nie ma Xaviera - jedynej osoby, która sprawia, że świat jest pełen barw. Nadszedł czas na ucieczkę i walkę z siłami wyższymi. 

Alexandra Adornetto to młoda, australijska pisarka, która mieszka i studiuje w USA. Swoją bestsellerową powieść "Blask", który dostał się na listę "New York Times", napisała jeszcze jako nastolatka. Polubiłam tę pisarkę za jej barwne opisy, które głęboko zapadają w pamięć. Historia o miłości anioła i człowieka bardzo mi się podobała, dlatego z wielką przyjemnością sięgnęłam po "Niebo".

Coś, co urzekło mnie w poprzednich częściach, trafiło w moje serce i w tej. Mowa oczywiście o genialnych opisach nie tylko miejsc, gdzie oddana jest każda błyszcząca w świetle drobinka kurzu, ale i emocjach, które towarzyszą głównej bohaterce. Pisarka świetnie oddaje wszystkie uczucia, każdy moment, kiedy wokół serca owijają się macki strachu, pożądania czy też radości; doskonale to czujemy. Uwielbiam opisy, posiadające duszę - w książce "Niebo" właśnie one ją posiadają.

"To, że ty nie rozumiesz, na czym polega miłość, nie czyni jej czymś złym."

W "Blasku" brakowało mi wartkiej akcji, na szczęście dostałam jej pewną dozę w drugiej części trylogii -"Hadesie". Natomiast "Niebo" jest pełne niespodziewanych zwrotów wydarzeń, gnającej akcji, która całkowicie wciąga czytelnika. Ponadto pani Alexandra nie omieszkała wypełnić swoją powieść zagadkami i zaskakującymi odpowiedziami na pytania, które od dawna nas nurtowały. Czytając miewałam mnóstwo momentów podczas których moje serce przyśpieszało, a oczy nawet na sekundę nie odrywały się od treści, chcąc jak najszybciej dowiedzieć się, jak dalej potoczą się losy bohaterów.

Pisarka ponadto bardzo ciekawie ukazała Niebo oraz Boga. Niezmiernie spodobała mi się jej wizja Raju, sprawiając, że automatycznie zaczęłam się zastanawiać, jak wyglądałoby moje własne istnienie po śmierci. "Niebo" pokazuje, jaką moc ma wiara; skupia się na pokazaniu jej istoty oraz opowiada o wielkiej miłości, która może przetrwać wszystko. Owe kochanie nie skupia się jedynie na uczuciu do bliźnich ale również ukazuje tę skomplikowaną, dla niektórych wręcz niezrozumiałą, miłość do Boga. Każdy dialog i przemyślenia, które właśnie skupiały się na takich aspektach, czytałam z wielkim zaciekawieniem, a nawet zachwytem.

"Życie jest za krótkie na to, by marnować je na nieodwzajemnioną miłość."

Bohaterzy są doprawdy dobrze wykreowani. Bethany bardzo zmieniła się przez trzy części książki, co dokładnie widzimy w "Niebie". Nie jest już przerażonym, niepasującym nigdzie aniołem, który nie rozumie tego, co czuje. Teraz Beth odczuwa więź z Ziemią, nie uważa siebie w pełni za anioła, bo doskonale wie, że wewnątrz jest człowiekiem. Ta postać zdecydowanie nie zalicza się do wyidealizowanych; ma swoje wady i zalety. Niekiedy zachowuje się bardzo lekkomyślnie, zbyt gwałtownie, co przysparza jej wielu kłopotów. Xavier nie jest typowym tajemniczym i niebezpiecznym chłopakiem, którzy zwykle górują w takich powieściach. Xav odzwierciedla się dobrocią, ciepłem jak i wyrozumieniem. Taki charakter jest miłą odmianą, gdyż sądzę, iż typowych, tak zwanych, 'bad boyów' jest w literaturze w nadmiarze. Niekiedy jednak odnosiłam małe wrażenie, że ukochany Bethany jest trochę wyidealizowany. Postać, która bardzo mnie intrygowała podczas czytania to Gabriel - zawsze spokojny, rozważny, wszechwiedzący archanioł po pewnym istotnym wydarzeniu w jego użyciu ukazał nam zupełnie inne oblicze. On jak i Molly, którzy mieli swój mały epizod w "Hadesie", niezmiernie mnie zaintrygowali i trochę żałuję, iż pani Adornetto nie rozwinęła ich historii.

Wątek miłosny można uznać jako trwały, niebywale silny, niekończący się, nie znający granic, mogący przetrwać wszystkie problemy. Takimi słowami można opisać prawdziwą miłość, a więc z czystym sumieniem przyznaję, iż uczucie pomiędzy Bethany i Xavierem jest świetnie stworzonym, głębokim doznaniem, które odciska piętno w sercach czytelników.

"Ludzie zapominają... muszą, to jedyny sposób, aby mogli dalej funkcjonować."

Muszę również napomknąć o zakończeniu, które wielu może wydać się przesłodzone oraz nierzeczywiste. Możliwe, że właśnie takie jest, ale mimo wszystko i z czystym sumieniem mogę nazwać siebie jego fanką. Sama lepiej bym tego nie wymyśliła.

"Niebo" zapamiętam jako świetną opowieść o wielkiej miłości, oddanej przyjaźni oraz niezachwianej wierze. Do trylogii "Blask" powinna przyciągnąć Was nie tylko historia, ale i niebanalne opisy, które zapadają głęboko w pamięć. Gorąco polecam tym, którzy mają przed sobą dzieła Alexandry Adornetto, oraz tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po ostatnią część; "Niebo" jest świetnym zwieńczeniem trylogii.

"Na tym właśnie polega miłość - powiedziałam.- Aby się sobą wzajemnie opiekować."

środa, 29 stycznia 2014

Przedpremierowo: "Przypływ" - Daniela Sacerdoti

Jak wyjaśnić komuś, że oszukaliśmy go dla jego własnego dobra? Robiliśmy coś złego po to, aby ktoś inny nie uczynił czegoś znacznie gorszego. Ale czy to jest w ogóle wytłumaczenie? Krzywdzić kogoś, dla jego własnego dobra, okłamywać, by ten ktoś nie cierpiał. Można robić złe, wręcz podłe rzeczy dla czyjegoś dobra? A jak już tak uczynimy, to jak to później odkręcić i wyjaśnić drugiej osobie, że mieliśmy szlachetne pobudki? Czy słowa "krzywdziłem Cię, aby Cię chronić" wyjaśnią wszystko, złagodzą ból? Nie wydaje mi się. Każde kolejne kłamstwa sprawiają, że coraz bardziej zaplątujemy się w lepką nić, z której ciężko będzie się wydostać. O ile wydostanie się z niej, jest w ogóle możliwe. Jeżeli sądzimy, iż słodkie kłamstwa załatwią sprawę, jesteśmy w błędzie. Lepiej już na starcie wyjawić bolesną prawdę, niż mydlić oczy, które z czasem zaczną szczypać. 

"Nie możemy uciec od tego, kim jesteśmy."

Świat Sary roztrzaskał się na kawałki po raz drugi, gdy dowiedziała się, że kuzyn Harry, jedyna osoba, której ufała, okłamywał ją przez cały czas. Podał się za kogoś, kim nie jest i nigdy nie będzie. To wydarzenie zmieniło zdruzgotaną i przerażoną nastolatkę w silną, waleczną kobietę Sara wie, co oznacza jej dziedzictwo, ma pełną świadomość tego, co powinna uczynić z przeszłością i demonami. Wraz z Nicholasem, jej tajemniczym i przystojnym wybawcą oraz innymi zaplątanymi w okrutny świat demonów, Sara wyrusza na Islay, aby poznać tajemnice z przeszłości. Nikt nie ma pojęcia, dlaczego Śniąca nie miewa już swych wizji... Dość szybko okazuje się, iż San nie zniknął z życia Sary. Czy dziewczyna zdoła mu wybaczyć?

Daniela Sacerdoti to urodzona w Neapolu włoska pisarka, która zasłynęła swą debiutancką powieścią "Wizje". Przyznam, że pierwsza książka autorki nie wywarła nie mnie ogromnego wrażenia; miała kilka mankamentów, które rzucały się w oczy. Sięgnęłam po "Przypływ" z wielką nadzieją, iż autorka poprawiła swój warsztat pisarki. Czy moje nadzieje okazały się płonne?

Zacznę od tego, iż pani Daniela zwolniła swą akcję, pozwalając sobie na dopełnienie treści. Ten zabieg był niebywale potrzebny, gdyż "Wizje" rozwijały się stanowczo za szybko przez co, istotne fragmenty powieści zrzucano na boczny tor. W tej części pisarka zmniejszyła liczbę gwałtownych ataków demonów, za co jestem jej szalenie wdzięczna. Co prawda pomysł na książkę nie należy do oryginalnych i nie jest stworzony po mistrzowsku, lecz z czystym sumieniem mogę go nazwać ciekawym. Z pewnością umili czas i spodoba się mniej wymagającym czytelnikom. Chociaż świat demonów nie należy do fenomenalnych, tak właśnie można nazwać narrację, poprowadzoną z wielu perspektyw, dzięki czemu możemy poznać myśli, uczucia oraz obawy wielu bohaterów. Bardzo podobało mi się, że pisarka potrafiła się świetnie wczuć w każdą postać, bezbłędnie przelewając jej emocje na kartki! 

"Przypływ" jest książką pisaną ciemnymi barwami. Atmosfera w głównej mierze opiera się na stracie, tęsknocie, bólu i śmierci. Podczas czytania negatywne emocje latają obok nas, pokazując jak wiele cierpień chowa się w świecie potworów i rodzinie Midnightów. Nie powiem, że to jest minus powieści, wręcz przeciwnie! Ciężko stworzyć tak szczery i dogłębny klimat, który całkowicie zawładnie czytelnikiem, a właśnie to robi z nami powieść pani Sacerdoti. Sprawia, że współczujemy bohaterom, marszczymy brwi, odkrywając kolejne ich cierpienia. Kreacja mroźnego klimatu wyszła pisarce doskonale!

Muszę pochwalić również "Przypływ" za stylizację bohaterów. W "Wizjach" bardzo podobały mi się postacie, lecz w kontynuacji pisarka skupiła się na nich jeszcze bardziej! Sara to dziewczyna z nieszablonowym charakterem; silna, znająca bolesne realia świata. Można podziwiać ją za determinację i odwagę. Sean pojawiał się w książce trochę rzadziej i sceny z nim były mniej intensywne, lecz dzięki świetnej narracji głębiej poznaliśmy jego pragnienia, które z większą mocą ukształtowały jego charakter. Nicholas to postać, której na początku szczerze nienawidziłam - a to idealny dowód na to, iż jest bezbłędnie wykreowany. Tajemniczy, chowający w sobie milion zagadek i kłamstw chłopak, który z czasem zmieniał swoje postanowienia, co sprawiło, iż moje negatywne uczucia względem tej postaci wyparowały. Duet Mike i Niall to osoby, które były niebywale potrzebne! Swoimi dowcipami i niekiedy lekkim podejściem sprawiali, że szara mgła na chwilę opadała, a czytelnik się uśmiechał. 

Wątek miłosny jest bardzo dobrze wykreowany. Delikatnie wplątany w fabułę, aby nie przesłaniał priorytetów powieści. Tak samo jak cała książka nie był przesłodzony; obfitował w wiele trudności, żalu i bólu. Jestem szczerze zaciekawiona, co stanie się z dwoma bijącymi w tym samym rytmie sercami. Historia miłosna budzi emocje i niemiłosiernie wciąga.

Język, jakim posługuje się pisarka jest prosty, łatwy w odbiorze. Dzięki niemu i krótkim rozdziałom zakończonym w idealnych momentach "Przypływ" czyta się niebywale szybko. 

Pani Daniela znacznie poprawiła swój warsztat pisarski w "Przypływie", co sprawiło, że poznawanie losów Sary jest o wiele przyjemniejsze. Do trylogii o rodzie Midnightów mogą przyciągnąć Was nieszablonowi bohaterzy, zapierająca dech w piersiach akcja, ciekawy wątek miłosny, świetna narracja oraz misterny klimat. Zdecydowanie polecam miłośnikom fantastyki, którzy liczą na niezobowiązującą i miłą lekturę.

"-Słuchaj głosu swojego serca.
Sara skrzywiła twarz i odwróciła wzrok.
-Próbuję. Ale zawsze jest wokół tyle dźwięków."

Za możliwość poznania dalszych przygód Sary Midnight, dziękuję serdecznie Wydawnictwu Dreams!


piątek, 24 stycznia 2014

"Król Kruków" - Maggie Stiefvater

Czy pieniądze potrafią zmienić człowieka? A jeśli tak, to co w nim zmieniają? Postępowanie? Poglądy? Czy istnieją różnice pomiędzy osobą bogatą, nie znającą biedy, a kimś, kto zawsze martwił się o finanse, ciężko pracował, aby mieć co włożyć do garnka? Może się wydawać, że w większości przypadków różnica istnieje. To, jak widzi świat osoba, której głód nigdy nie zaglądał w oczy, inaczej go odbiera. Nie wie, jak to jest oszczędzać, kupować tylko najpotrzebniejsze rzeczy, odkładać, aby mieć za co opłacić rachunki. Czy właśnie przez brak takiej wiedzy osobę bogatą można nazwać płytką? Ale czy to jego wina, że ma dużo pieniążków i nie przejmuje się tym, czym spora część niezamożnego społeczeństwa musi się przejmować? Ludzie biedni klasyfikują bogatych, jako płytkich i aroganckich, natomiast bogaci mają biednych za niewartych własnego towarzystwa, nieciekawych ludzi. Ale czy aby na pewno ilość pieniędzy świadczy o charakterze człowieka? Bogaty nie znaczy lepszy, biedny nie znaczy gorszy.

"Ale kiedy jest się dziwną, problem polega na tym, że wszyscy inni są normalni."

Przełomowy moment w egzystencji Blue ma miejsce, gdy pierwszy raz w swoim życiu widzi ducha chłopaka, któremu w ciągu następnego roku dane jest umrzeć. Gdy osoba nie będąca medium spotyka jakiegoś ducha, oznacza to, iż ten ktoś zostanie zabity przez Blue, albo jest to człowiek, którego wkrótce pokocha. Dla Blue to jedno i to samo, gdyż ciąży nad nią pewna klątwa - gdy pocałuje kogoś, kogo kocha on umrze. Córka wróżki obiecuje sobie, że się nie zakocha, ale gdy na jej drodze pojawiają się trzej chłopcy z Aglionby, dziewczyna nie wierzy tak mocno w swoje postanowienie i zagłębia się w tuzin sekretów, których matka nie chciała jej zdradzić.

Maggie Stiefvater to urodzona w 1981 roku amerykańska pisarka książek młodzieżowych oraz urban fantasy. Moje pierwsze spotkanie z tą autorką miało miejsce przy "Drżeniu" - pozycji o wilkołakach, które podbiły moje serce. Bardzo polubiłam styl pani Maggie, więc byłam bardzo ciekawa jej kolejnej książki. Czy zawiodłam się na "Królu Kruków"?

Pomysł, opierający się na liniach mocy, Glendowerze, wróżkach, medium oraz mocach paranormalnych był doprawdy niesamowity! Ciekawy, oryginalny, przykuwający uwagę czytelnika. Na dodatek pisarka połączyła z sobą każdy wątek w taki sposób, że nic nie odbiegało od fabuły i tworzyło jedną, wielką, spójną całość. Klimat powieści, jaki tworzyły drogi umarłych okazał się niezwykły. Bardzo zainteresowałam się tajemnicą i liniami mocy, szukanymi przez głównych bohaterów oraz czytałam i rozmyślałam nad każdym nowym odkryciem niemal z taką samą pasją z jaką Gansey opowiadał o Glendowerze!

Przyznam, że pierwsze strony książki były naprawdę ciężkie. Nie umiałam 'wpić' się w historię Blue i chłopców z Aglionby, a to wszystko przez nieoznaczone przeskoki narratora. Raz czytałam o wydarzeniach, w których uczestniczyła Blue, a następnie poznawałam życie dziwnych chłopców z elitarnej szkoły. Trudność stanowił również natłok wszystkich pogmatwanych informacji. Co prawda były one interesujące, ale pisarka od razu wrzuciła nas na głęboką wodę, mając nadzieję, że bez chwili zwłoki odnajdziemy się w liniach mocy. Jednak po setnej stronie, gdy przeczytaliśmy wystarczająco dużo, aby zrozumieć część sekretów drogi umarłych, książka wciągnęła nas w swój wspaniały wir. W pewnym momencie historia Blue, Adama, Ganseya i Ronana tak bardzo mnie pochłonęła, że ani na moment nie odrywałam się od książki! Miałam wrażenie, jakby jeden z bohaterów trzymał mnie za nadgarstek, każąc biec z sobą przez mroczne tajemnice.

Bohaterzy są świetnie wykreowani! Blue dziewczyna z własnym, nietuzinkowym charakterem, wiedząca, czego od życia chce, uparta, potrafiąca odpyskować - polubiłam tę postać, choć na początku bałam się, iż dziewczyna okaże się nieciekawą, bezmyślną osobą. Na szczęście pomyliłam się. Gansey to chłopak, który jest niebywale inteligentny, rozsądny, mający tak zwanego hopla na punkcie linii mocy. Uczeń Aglionby śpi na pieniądzach w przeciwieństwie do Blue i choć nie chce, czasami wydaje się protekcjonalny i nieświadomie zachowuje się z pewną wyższością. Mimo to ubóstwiam tego chłopca! Adam nie jest nieśmiały, można go zakwalifikować do milczących i zamyślonych. Świetny słuchacz i obserwator, ponadto niezwykle szczery. Ronan - agresywny, nadpobudliwy młodzieniec, który swą postawę przybrał po pewnej tragedii, która go niegdyś dosięgła. Noah to nieśmiały typ, który zawsze chowa się w cieniu i wychodzi w najbardziej odpowiednich momentach. Polubiłam każdą z tych postaci na swój sposób.

Język, jakim posługuje się pisarka jest przystępny, łatwy w odbiorze, aczkolwiek niektóre dialogi wzbogacone są o mądre, wyszukane słowa. Pani Maggie starała się omijać wulgaryzmów, ale w niektórych momentach były one wręcz nieuniknione - na szczęście pisarka doskonale je wyczuwała.

Akcja rosła i opadała w przeróżnych momentach, sprawiając, że czytelnik chciał więcej i więcej! Przez ostatnie trzysta stron czytałam każdy rozdział z wypiekami na twarzy, pochłaniając zachłannie każde słowo. Pod koniec miałam żal, iż książka nie może dłużej trwać, że skończyła się tak szybko. Pani Maggie rozkochała mnie w swoim talencie po raz kolejny.

"Król Kruków" to niebanalna, ciekawa, obfita w sekrety i interesujące pojęcia książka obok której nie można przejść obojętnie. Tajemnica Króla Kruków jest w stanie wciągnąć każdego czytelnika! Warto przetrwać natłok informacji przez pierwsze sto stron, aby zakochać się w akcji, bohaterach, pomyśle oraz samym klimacie! Z utęsknieniem czekam na kontynuacje tej niesamowitej powieści!

"Niektóre sekrety odsłaniają się tylko przed tymi, którzy są ich warci."

© Created Eternity, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena