niedziela, 29 grudnia 2013

Stosik #9

Hej!
 Święta, święta i po świętach, co? Szczerze mówiąc nie czułam magii Bożego Narodzenia, ale dobrze wspominam ostatnie świąteczne dni.
Zważywszy na to, że niedługo Nowy Rok, trzeba się na niego przygotować. Mam kilka książkowych planów na 2014 r. i jeśli dobrze pójdzie niedługo zmienię również coś na blogu ^^
Jakoś dziś nie mam zbyt wielu słów, by cokolwiek tu zapisać, więc od razu przejdę do stosika :)


Od góry:

1. "Pamiętnik" Nicholas Sparks - z biblioteki <3
2. "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk - j.w.
3. "Przez bezmiar nocy" Veronica Rossi - zakup własny.
4. "Mechaniczny anioł" Cassandra Clare - prezent *.*
5."Ciepłe ciała" Isaac Marion - wymiana na LC.
6. "Ostatnia spowiedź tom II" Nina Reichter - z finty.
7. "Szukając Alaski" John Green - zakup własny.
8. "Wilcza księżniczka" Cathryn Constable - od Sztukatera.
9. "Zapomniałam, że cię kocham" Gabrielle Zevin - z finty.
10. "Gdzie indziej" Gabrielle Zevin - j.w.
11. "Cienie na Księżycu" Zoe Marriott - prezent.

Polecacie, a może odradzacie którąś z tych książek?

Szczęśliwego Nowego Roku, Kochani ;*

sobota, 28 grudnia 2013

"Cień i kość"- Leigh Bardugo

Ludzie zwykli marzyć o wielu rzeczach, każdy ma w życiu jakieś cele. Społeczeństwo dąży do czegoś, znajduje sposób, by coś mieć, posiąść, ale czy zastanawiamy się nad tym, co mamy? Zdobywamy coś, zyskujemy świadomość, że to coś należy nieodwołalnie do nas i szukamy kolejnej rzeczy do zdobycia. Zapominamy, nie myślimy o tym, co mamy, nie sądząc, że kiedykolwiek może nam tego zabraknąć, przyzwyczajenie do posiadania tej rzeczy zrobiło swoje. Nie bez powodu może mówi się, że docenisz to, co miałeś, jak to stracisz. Gdy zniknie ktoś, kto zawsze był, dojdzie do tego, iż z przyzwyczajenia będziesz chciał znaleźć tą osobą, by pogadać, jak to zawsze miało miejsce, odbyć rozmowę, która niegdyś była codziennością, czymś zwyczajnym nad czym nie myślałeś, i wtedy dotrze do Ciebie, że już nie ma tej osoby, bo nie walczyłeś o to, co miałeś, tylko goniłeś za czymś obcym. Więc może zatrzymaj się, nie biegnij na złamanie karku za nowymi osobami, rzeczami, tylko spójrz na to, co masz i doceń, bo gdy to zniknie, Twoje życie nie będzie już takie same. I obudzi się żal.

Alina Starkov, sierota, asystentka kartografa wraz z innymi członkami Pierwszej Armii musi przejść przez Fałdę Cienia. Wyprawa przez nią budzi lęk, ponieważ wiele osób podczas takich przepraw ginie w ciemności, będąc rozszarpanym przez przerażające wilkry: zmutowane zwierzęta żądne krwi. Alina wraz ze swoim przyjacielem, Malem i całą armią wyruszają skifem w Fałdę Cienia. Niestety szczęście im nie dopisuje i wilkry atakują. Krzyki, krew, ból, huki i, gdy już Mal wraz z Aliną są bliscy śmierci, oślepiające światło, płynące prosto z dziewczyny - to ma miejsce podczas przerażającej rzezi. Po wyjściu z Fałdy Cienia Darkling, niezwykle potężny człowiek, zabiera Alinę do Małego Pałacu, sądząc, że jest Griszą. Pomimo tego, że dziewczyna podczas poznawania swoich umiejętności zaczyna opływać w luksusach, oddałaby to, gdyby mogła marznąć na niewygodnym łóżku polowym, mając świadomość, że Mal jest niedaleko... Młoda kobieta zaczyna walczyć o to, co daje jej szczęście.

"Cień i kość" to debiutancka powieść amerykańskiej pisarki Leigh Bardugo; urodzonej w Jerozolimie, a dorastającej w Los Angeles. Kobieta obecnie pracuje w L.B. Benson, jako charakteryzatorka. Sięgnęłam po dzieło tejże pisarki, spodziewając się bardzo dobrej książki. Opis jak i recenzje naprawdę były zachęcające. Czy jednak otrzymałam to, czego oczekiwałam?

Miejsce, gdzie pani Leigh umieściła akcję było naprawdę magiczne. Klimat powieści, opisy, bardzo osobliwe krajobrazy sprawiały, że podczas czytania z łatwością wyczuwało się pewną dozę oryginalności; przeniesiono nas prosto w nieznany świat, który jest w stanie zachwycić wielu czytelników. Wydarzenia książki zostały umieszczone w bardzo ciekawych czasach, gdzie pewne typowe zachowania zmieniano, aby uzyskać coś, co długo pozostanie w pamięci. Akcja powieści, co prawda, nie mknie nieprzerwanie, wywołując u czytelnika szybkie bicie serca oraz gwałtowne, rozsadzające umysł pytania "Co się zaraz stanie?!", mimo tego dzieło pani Bardugo nie nuży. Owszem, bywają momenty, w których czytelnik wstrzymuje oddech i ma wypieki na twarzy, jednak w większości książki akcja toczy się powoli, stopniowo odkrywając przed nami rąbek tajemnicy Griszów, Fałdy Cienia jak i poszczególnych postaci. Jednak momenty, które pisarka przyśpieszała, okazały się bardzo dobrze i klarownie skonstruowane.

Bohaterzy, to coś, co zdecydowanie muszę pochwalić! Alina to dziewczyna, która ma charakter, potrafi odpyskować, czego zapewne nauczyła się w Pierwszej Armii wśród ludzi podobnych do niej - przynajmniej do czasu. Starkov nie daje sobie w kasze dmuchać, wie, czego oczekuje od życia i jakie są priorytety w czasach powieści. Jest w stanie zrobić wszystko, aby być u boku ludzi, którzy są dla niej ważni, ponadto nie zawaha się przed poświęceniem, by ochronić innych. Z bólem serca, wbrew swym myślą i pragnieniom, potrafi się podporządkować, lecz wtem w zakamarkach jej umysłu tworzą się plany działania. Darkling to postać, która niesamowicie mnie zaskoczyła. Nie pojawia się w książce na każdej stronie, ale gdy już jest, stwarza niezwykłą aurę, pełną tajemniczości i pewnej potęgi. Co najważniejsze, nie jest to bohater, którego z czystym sumieniem można zakwalifikować jako "dobrego" czy też "złego". Jest to mężczyzna z bardzo złożonym, zastanawiającym charakterem. Działa on w taki sposób, że każdy jego krok posiada w sobie absurd, ale i mądrość. Mal, niesamowity tropiciel, który z grubego chłopca, nie lubiącego się myć, stał się młodym mężczyzną podbijającym dziewczęce serca. Jednak jest w nim coś tak dojrzałego, a zarazem chłopięcego, że moje serce należy całkowicie do niego.

Wątek miłosny autorka stworzyła bardzo dobrze. Majaczył już od pierwszych stron, trwał w czasie, gdy przeszkody stawały na drodze i stopniowo rósł w drugiej połowie powieści. Autorka z rozdziału na rozdział dogłębniej opisywała uczucia poszczególnych bohaterów. Ponadto na kartkach powieści królowały emocje, gdzie stanowczo przewyższały: tęsknota, strach, miłość, przyjaźń. 

Język, jakim posługuje się pisarka jest przystępny, nieobfity w kolokwializmy czy wulgaryzmy, co osobiście cenię w książkach. "Cień i kość" czyta się niebywale szybko właśnie dzięki nieskomplikowanemu stylowi pisarki.

Szczerze polecam książkę "Cień i kość" autorstwa Leigh Bardugo, ponieważ pozycja ta zachwyca niepowtarzalnym klimatem, świetnymi bohaterami, ciekawą akcją oraz dobrze skrojonym wątkiem miłosnym. Jestem pewna, że fani fantastyki będą w niebo wzięci podczas czytania tej powieści. Gorąco polecam!

"Problem z pragnieniem polega na tym, że przez nie jesteśmy słabi."

czwartek, 26 grudnia 2013

"Dziedzictwo" - C.J. Daugherty

Obiektywizm to bardzo istotna cecha. Dzięki niej możemy racjonalnie ocenić sytuację, człowieka, co zapewne ułatwi nam wiele spraw. Ale czy potrafimy ocenić obiektywnie zachowanie osoby, którą kochamy, która jest dla nas ważna? Gdy ten ktoś zrobi coś złego, czy będziemy w stanie odsunąć na bok emocje, które nami targają i sprawiedliwie wydać werdykt? Powiedzieć ukochanemu prawdę, może nawet bolesną, która rani obie strony. Czy gdy kochana przez nas osoba zachowa się karygodnie i jej powinnością będzie ponieść swojego zachowania konsekwencje, będziemy mimo świadomości, że zrobiła źle, chronić ją, łamiąc nasze przekonania, czy zaprowadzimy ją by sprawiedliwości stała się zadość? Być może my, ludzie, potrafimy być obiektywni do pewnego czasu. Podczas znajomości z inną osobą, gdy uczucia do niej rosną, przekraczamy granicę racjonalnego jej oceniania i wówczas kierujemy się wyłącznie uczuciami. Gdy w grę wchodzą emocje wszystko inne schodzi na bok...

"[...] najbliższa osoba może wyrządzić ci największą krzywdę."

Allie powraca do Akademii Cimmeria wcześniej niż planowała, a wszystko przez mężczyzn w garniturach, którzy czyhali na nią pod domem. Dziewczynie dzięki wiedzy zaczerpniętej w Akademii i wrodzonej szybkości udaje się uciec. Allie dołącza do Nocnej Szkoły, aby umiała się bronić przed ludźmi, którzy pragną ją dopaść. Sytuacja w szkole również jest napięta, nauczyciele zaklinają, że za murami szkoły jest bezpiecznie, ale wszystko wskazuje na to, iż te słowa mijają się z prawdą. Szesnastolatka ma wrażenie, że w pobliżu kręcą się ludzie Nathaniela, twarz okrutnego Gabe'a również powraca. Sprawa z Christopherem także nie jest zamknięta... Brat Allie ponownie wkracza w jej życie. 

C.J. Daugherty to była dziennikarka śledcza, zajmująca się tematyką polityczną i kryminalną, jest również autorką kilku książek podróżniczych opisujących Irlandię i Francję. Chociaż już lata temu zrezygnowała z opisywania spraw kryminalnych, nigdy nie przestała ją fascynować natura przestępców i ludzi, którzy próbują ich powstrzymać. Cykl Wybrani to owoc tej długotrwałej fascynacji. Po przeczytani pierwszej części Akademii Cimmeria moją powinnością było sięgniecie po "Dziedzictwo". Jakie wrażenie zrobiła na mnie druga część przygód Allie?

"Nie można udawać, że coś nie istnieje tylko dlatego, że się tego nie rozumie."

Zacznijmy od akcji, która urzekła mnie już od pierwszych stron. Jestem pod ogromnym wrażeniem talentu i pomysłowości pani Daugherty. Pisarka potrafiła tak stworzyć napięcie, że czytelnik nie potrafił oderwać się od książki. Bawiła się emocjami w każdym rozdziale. Budziła ogromne uczucia, przyśpieszała bicie serca czytelnika oraz swoim bohaterom i zanim oddech zdążył się na dobrze wyrównać, autorka opisywała jeszcze ciemniejszą atmosferę ponownie przyśpieszając akcję. Przy "Dziedzictwie" nikt nie ma prawa się nudzić, to książka, obfitująca w świetne opisy zdarzeń oraz emocji, które udzielają się osobie czytającej. 

Umiejętności pisarki sprawiły również, że byłam chyba bardziej zmieszana niż główna bohaterka. Wątek kłamstw, niepewności, oszustw, udawania okazał się tak dobrze wpleciony w fabułę, że podejrzewałam połowę postaci o złe zamiary! To świadczy o wielkim talencie pani Daugherty. Moje wątpliwości dotyczyły nawet bohaterów, których w poprzedniej części ja, jak i Allie darzyłyśmy największym zaufaniem. Ze strony na stronę dopisywałam nazwiska potencjalnych oszustów oraz osób, których zachowanie budziło mój niepokój. Pod koniec "Dziedzictwa" jedyną osobą, której ufałam była Allie, choć czasami i jej zachowanie nazywałam zastanawiającym.

Zapewne wspominałam w recenzji "Wybranych", iż postacie są bardzo dobrze stworzone. W kontynuacji tej sagi również tak sądzę. Najbardziej skupiałam się na ukazanej drugiej twarzy Cartera, którą, jak to w życiu bywa, niekoniecznie polubiłam. Wydaje mi się, iż była dziennikarka śledcza, poświeciła dużo czasu na kreowanie charakterów poszczególnych bohaterów. Do takich postaci zalicza się również Sylvain, który jak w poprzedniej części zaskrobał sobie na moje negatywne odczucia, tak w tej role się odwróciły i zaczęłam go darzyć wielką sympatią. Zoe, trzynastoletnia uczennica Nocnej Szkoły, to postać, której dialogi czytałam z niesłychaną przyjemnością. Ta dziewczynka wniosła w książkę pewną atmosferę zabawy tudzież błogości, która była bardzo potrzebna.

"Życie to pasmo bólu i najlepiej by było, gdybyś się zaczęła do tego przyzwyczajać, Allie. Ból nigdy nie znika. Gromadzi się. Jak śnieg."

Wątek miłosny, a raczej tak zwany trójkąt, który występuje niebywale często w książkach tego gatunku, nie wyróżniał się niczym spośród innych pozycji. Dwaj szaleńczo zakochani chłopcy i jedna dziewczyna, która czuje coś niezrozumiałego do nich obu. To już było wiele razy i przyznam, że gdy taki trójkąt miłosny jest dobrze skrojony, nie mam nic przeciwko niemu. Tu jest on stworzony w miarę ciekawie, więc przymknęłam oko na tę nieoryginalność. Aczkolwiek trzeba przyznać, że pierwszy raz w historii mojego czytelnictwa, zdarzyło się, że w połowie książki zmieniłam obiekt moich westchnień.

Pióro pani C. J. Daugherty jest bardzo przyjemne; sposób w jaki napisane są jej książki, sprawia, że słowa z niebywałą łatwością wchodzą do głowy czytelnika, przez co każdy rozdział goni kolejny. Pisarka obyła się bez dużej ilości wulgaryzmów, co bardzo cenię w powieściach. Wiem jednak, że czasami po prostu nie można obyć się bez "ostrzejszego" słowa.

"Dziedzictwo" to świetna kontynuacja "Wybranych". Muszę chyba nawet przyznać, że druga część urzekła mnie bardziej niż pierwsza. Niesamowita akcja, świetni bohaterowie i zmieszanie, nieufność, jaka jest w nas podczas czytania, sprawiają, że z czystym sumieniem mogę nazwać dzieło pani Daugherty świetną pozycją. Jeżeli jeszcze nie zapoznaliście się z sagą "Wybranych" musicie koniecznie to zrobić, ponieważ ta seria jest zdecydowanie warta przeczytania.

"No cóż, kiedy twoje życie rozpada się na kawałki, czasem rozpadasz się razem z nim."

niedziela, 22 grudnia 2013

"Wilcza księżniczka" - Cathryn Constable

Jak to jest nie mieć nikogo? Nie mieć już żadnych krewnych, istnieć bez rodziny, być samotnym płatkiem na wietrze, lecącym gdzie poniesie wiatr? Co się dzieje z kimś, u kogo wyobcowanie i samotność zakrywają codzienność? Czy ten ktoś pragnie odnaleźć miejsce, do którego może przynależeć, chce odnaleźć ludzi, którzy staną się ważni, na których można polegać? Czy może pragnie zniknąć z powierzchni ziemi, zapomnieć o bólu, jaki sprawia samotność, być niewidzialnym, przeżyć to, co trzeba i stać się jednym z wielu zapomnianych istnień? Czym tak naprawdę jest samotność? Byciem nigdzie niepasującym fragmentem układanki, chodzącym cierpieniem? Czy samotność to, coś co czujemy, coś, co naprawdę jest wokół nas; kuje nas boleśnie, czy poczucie samotności jest tylko w naszym umyśle? Niepopartym żadnymi dowodami. Czy to nie jest jednak tak, że wszyscy jesteśmy ogromnie samotni? Nikt nie jest w stanie tak do końca zrozumieć naszych myśli, wczuć się w nasze emocje, obawy czy radości. Może wszyscy jesteśmy samotni, tylko jedni bardziej od innych...

Sophie wraz z przyjaciółkami wyrusza z nudnej szkoły w Londynie w niesamowitą podróż do Petersburga, miejsca, o którym trzynastolatka marzyła. Bo kto nie chciałby być w tak magicznym, mroźnym kraju, jakim jest Rosja? Stać w świetle księżyca i łapać płatki śniegu w grube rękawiczki... Dziewczynce się to udało, podrobiła podpis swojej opiekunki Rosemary i pojechała do Rosji. Jednak nie wszystko jest tak, jak młode Angielki sobie wyobraziły. Ich opiekunka znika nagle z pociągu i zostawia je na pastwę losu w nieznanym kraju... Czy uczennice Londyńskiej szkoły powinny zaufać dziwnemu mężczyźnie, który pragnie je zawieźć do pałacu?

Cathryn Constable studiowała na uniwersytecie w Cambridge. Pracowała jako dziennikarka dla "Vogue", "Elle" i "The Sunday Times", pisywała też do innych magazynów, aż wreszcie postanowiła zostać autorką książek dla dzieci. "Wilcza księżniczka" jest jej debiutem powieściowym, świetnie przyjętym przez czytelników w Wielkiej Brytanii i ukazującym się w kilkunastu krajach świata. Sięgając po tę pozycję nie wiedziałam, czego się spodziewać. Więc czy te odczucia, które właśnie mną targają bardzo mnie rozczarowały? 

Zacznijmy od pozytywów, jakim jest klimat. Magiczna, mroźna Rosja była naprawdę zachwycająca. Czytając niemal czuło się ten mróz atakujący skórę. Ciekawe opisy zaniedbanego, wręcz zapomnianego pałacu, zamarzniętych miejsc, rzeczy typowo rosyjskich, intrygowały. Moja wyobraźnia odkrywała zakamarki Rosji ze szczerym zaciekawieniem. 

Zagadki, z którymi musiała się zmierzyć główna bohaterka również wzbudzały ciekawość. Napięcie, towarzyszące odkrywaniu wszystkich tajemnic rodu Wołkońskich sprawiało, że czytelnik miał ochotę dotrzeć już do końca książki, aby poznać zakończenie tej misternej zagadki księżniczki. Autorka wykazała się pomysłowością wplatając wilki oraz brylanty w fabułę.

Niestety dialogi, rozgrywające się pomiędzy bohaterami i ich zachowania okazały się bardzo sztuczne; zdania pomiędzy przyjaciółkami, czy też księżniczką Anną można nazwać sztywnymi, nie posiadającymi krzty emocji tudzież prawdziwości. Czytając "Wilczą księżniczkę" miałam wrażenie, że postacie i ich reakcje w zaistniałych sytuacjach, były zupełnie papierowe. Bez życia, bez jakiejkolwiek magii, człowieczeństwa. Dialogom i postacią brakowało tego, co urzeka w książkach, co jest niezbędne do napisania dobrej powieści: życia. 

Tak jak wspomniałam wyżej bohaterzy nie są fenomenalni. Sophie jest postacią posiadającą chyba wszystkie możliwe cechy. Nie ma określonego charakteru, sposobu bycia, którego powinna się trzymać. Marianna. Cóż mogę o niej powiedzieć? Czy była w pobliżu, czy nie, niczego to nie zmieniało. Tę postać mogę śmiało nazwać duchem, powietrzem. Wiele razy zapominałam o tej "inteligentnej" dziewczynce. Nie miała w sobie nic godnego zapamiętania. Natomiast Delfina, ta postać, owszem, jest stworzona według pewnego wzoru, posiada określony charakter, ale niestety jest płytką postacią. Francuzka zajmująca się tylko wyglądem i zrobieniem dobrego wrażenia. A co z księżniczką Anną? Podobnie jak Sophie i ona miała cechy charakteru kilkunastu ludzi naraz. 

Co prawda tę książkę czyta się szybko, ale nie zapada w pamięć i nie wzbudza najmniejszych emocji. Język prosty, bez wulgaryzmów ani kolokwializmów. Historia napisana zdecydowanie z myślą o młodszych czytelnikach.

Komu mogę polecieć "Wilczą księżniczkę"? Zapewne młodszym dziewczynom, nie oczekującym niczego ambitnego, albo zaczynającym przygodę z literaturą. Dostaną ciekawą zagadkę i intrygujący pałac. Natomiast osoby, poszukujące czegoś ambitnego, niezapomnianego czy też emocjonującego, niech lepiej nie sięgają po tę pozycję. 

Za możliwość przeczytania "Wilczej księżniczki" serdecznie dziękuję portalowi Sztukater!


Wesołych Świąt, kochani ;**

A Ty jak spędzisz święta?

 
Czy wiesz, że w ciągu roku w Polsce niemal 6 tysięcy osób popełniło samobójstwo? Głównym powodem samobójstw jest poczucie samotności i odrzucenie. Osoby odbierające sobie życie są głęboko zranione, postrzegają świat jako przekleństwo, które im się trafiło. Zapominają, jak wielkim darem jest życie, zamykają się w szarym, smutnym świecie, nie otrzymując pomocy, albo po prostu nie chcąc od nikogo litości.
Możliwe, że teraz myślisz "Ani mi, ani nikomu z mojego otoczenia nic takiego się nie stanie". Wiesz, że możesz się mylić? Nie zawsze jesteśmy w stanie dostrzec ból u drugiego człowieka, ale jeśli przypatrzymy się wystarczająco dobrze, skupimy uwagę na kimś, kto czasami dziwnie się zachowuje, albo ma blizny na nadgarstkach i porozmawiamy z nim szczerze, posiedzimy obok, uściskamy, kto wie, może uratujemy czyjeś istnienie? Czy to tak wiele? Porozmawiać z kimś, po prostu być? Dla osoby dającej to nie jest wiele, ale ten, kto to otrzymuje może zbudować swój zrujnowany świat od nowa, mając świadomość, że ktoś jest obok, że nie jest sam, że dla kogoś jest ważny. Więc zatrzymajmy się w Święta i rozejrzyjmy się wokół, może ktoś, kto nigdy nie pokazywał jak jest samotny i smutny, potrzebuje naszego ciepła? 
Nie pozwólmy demonowi samotności zabierać tyle istnień.
A jeśli Ty czujesz się źle, potrzebujesz rozmowy, pragniesz się wyżalić, albo najzwyczajniej w świecie pośmiać, od 24. do 26. grudnia możesz pisać do osób z portalu Sztukater (więcej informacji tutaj), którzy nie są obojętni na Twoje cierpienie i samotność. 
Równie dobrze możesz napisać do mnie, nie jestem psychologiem, czy jakimkolwiek terapeutą, ale jako świetny słuchacz i rozmówca, zapełnię pustkę, która być może Cię dręczy.
Trzymaj się, na pewno masz dla kogo :)

czwartek, 12 grudnia 2013

"Dziewięć żyć Chloe King. Upadła" - Liz Braswell

Czym jest pożądanie? Uczuciem tak niebywale silnym, które przesłania umysł mgłą, nie pozwalając na logiczne myślenie? Jest chwilą szczęśliwego zapomnienia? Momentem postradania zmysłów? A może wręcz przeciwnie - wyostrzeniem zmysłów? Czy za uczucie, zwane pożądaniem odpowiada nasz umył, ciało, a może serce? Co sprawia, że ono budzi się do życia i czy naprawdę jest tak bardzo nieokiełznane, że czasami destrukcyjne? W końcu nie mamy nad nim najmniejszej kontroli. Czy pożądanie, które czujemy względem drugiego człowieka, jakiejś rzeczy, której bardzo pragniemy, podchodzi pod miłość i uwielbienie czy nienawiść? Podobno miłość i nienawiść to dwa najniebezpieczniejsze i najmocniejsze uczucia, a co z pożądaniem? W końcu ono również jest silne, nieokiełznane, przychodzi nagle i jest nieopanowane. Pożądanie jest pośrodku, jako część miłości, ale i część nienawiści. A więc to może tego uczucia powinniśmy się obawiać, skoro jest połączeniem dwóch najsilniejszych?

Chloe w przeddzień swoich urodzin wybiera się na wagary z przyjaciółmi - Amy i Paulem. Podczas ich wypadu na wieżę dochodzi do niespodziewanego wypadku. Chloe King spada z wieży, z osiemdziesięciu metrów, uderza prosto w twardą ziemię. Jej przyjaciele sądzą, że szesnastolatka umarła, ale dziewczyna się podnosi jedynie z potężnym bólem głowy. Nic więcej jej nie dolega. Następne tygodnie po tym wydarzeniu są jeszcze dziwniejsze. Chloe się zmienia, zachowuje się, jak nigdy przedtem, ma w sobie siłę i zdolności, których w najśmielszych snach sobie nie wyobrażała. Gdy dziewczyna rozumie, że nie jest zwyczajną nastolatką, musi rozpocząć walkę o swoje życie... 

Liz Braswell urodziła się w Birmingham, obecnie mieszka w USA, dzieląc swój czas pomiędzy Nowy Jork a Vermont. Ukończyła egiptologię, przez ponad dziesięć lat zajmowała się produkcją gier komputerowych. Chloe King jest trylogią, która przyniosła sławę i uznanie pisarce. 

Pomysł na książkę jest ciekawy, ma w sobie duży potencjał, jednakże pani Braswell nie wykorzystała wszystkich możliwości swojego pomysłu. Chciała stworzyć coś nowego i owszem, stworzyła, ale nie mogę powiedzieć, iż wykreowała coś dobrego. Jej powieść miała dużo niedociągnięć, wiele momentów wydawało mi się niedopracowanych i nielogicznych wręcz. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że "Dziewięć żyć Chloe King" jest pozycją fantastyczną i nie musi trzymać się ziemi, lecz niektóre momenty, wydawały mi się całkowicie absurdalne - główna bohaterka, która nigdy wcześniej nie miała dobrej kondycji, przebiegła kilka kilometrów nie dostając nawet zadyszki i nie wydało jej się to dziwne. Dla odmiany mnie ta sytuacja zdziwiła i zaczęłam się zastanawiać, czy aby pisarka wie, co robi.

Główna bohaterka, tytułowa Chloe King, była nastolatką zbuntowaną, rozpuszczoną i samolubną. Swoim zachowaniem niebywale mnie irytowała; dziewczynka, która sądzi, iż należy jej się wszystko, że wszyscy działają przeciwko niej, a gdy coś jej się nie podoba wszczyna kłótnie, tudzież tupie nogą. Muszę przyznać, że takie bohaterki w książkach są najgorsze. Wiele razy wyśmiewałam poczynania Chloe ponieważ były jednym słowem żałosne. Momenty, w których tę postać ponosiły emocje, spokojnie można nazwać wielką próbą wytrzymałości czytelnika. Inni bohaterowie tej pozycji byli ciekawi, choć niektórym z nich autorka poświęciła za mało czasu. Takim bohaterem okazał się Brian, postać mająca w sobie kilka ciekawych cech, które najzwyczajniej w świecie zostały pominięte, nieopisane. Intrygował mnie również Paul, ale nie sądzę, aby ta postać posiadała jakiekolwiek drugie dno.

Mam wrażenie, że pisarka nie chciała zanudzić czytelnika, a więc przyśpieszała akcję, wplatała w fabułę tajemnicze wątki i niespodziewane zwroty akcji. To chyba jedyne plusy tej powieści. Szybko się czyta, a tajemnice, towarzyszące bohaterce, intrygują na tyle, że chcemy dotrzeć do końca powieści i zrozumieć, o co tak naprawdę się rozchodzi.

Język, jakim posługuje się pisarka jest łatwy, nieszczędzący wulgaryzmów. Niekiedy jednak miałam wrażenie, że dialogi pomiędzy głównymi bohaterami bywały sztuczne, a gdy Chloe na dodatek wykazywała się w nich swoją buntowniczą naturą, sporą trudnością było przebrnięcie przez nie.

Podsumowując, książka pani Liz Braswell jest pozycją o ciekawym pomyśle, aczkolwiek kiepsko wykonanym. Główna bohaterka swoim zachowaniem potrafi odstraszyć czytelnika, tę samą odstraszającą umiejętność posiadają również absurdalne zdarzenia, które mają miejsce. Jedynymi plusami tej powieści jest szybkie tempo czytania oraz tajemnice, które naprawdę intrygują. Nic więcej. Osobiście nie polecam "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła". Ta książka nie wniesie nic w Wasze życie poza rozczarowaniem i złością.

sobota, 7 grudnia 2013

Ogólnopolska Zbiórka Darów Kulturalnych

Zapewne wśród nas są osoby, które znają placówki, którym brakuje dochodów na pełne wyposażenie; meble, książki, rzeczy biurowe itp. Jestem również przekonana, że niewielu z Was zastanawiało się nad tym, jak można to zmienić. Bez obaw, ja również nigdy nie główkowałam, jak mogę pomóc, ba!, nawet nie poświęcałam takim sprawom dłuższej chwili namysłu. Jednak portal Sztukater zwrócił uwagę na tak ważny temat. 1 grudnia ruszyła Ogólnopolska Zbiórka Darów Kulturalnych, która ma na celu wspomaganie m.in. świetlic wiejskich. Dzieci, młodzież, a nawet dorośli, nie mogą kosztować tak cudownej czynności, jaką jest czytanie, ponieważ najzwyczajniej w świecie, nie mają skąd wypożyczać książek. Pomyślmy, ile radości daje nam czytanie. Wyobrażacie sobie życia bez książek? Ja również nie. Dlatego czemu inni, z racji tego, iż placówki, do których uczęszczają nie mają pełnego wyposażenia, mają nie zaznawać radości czytania? Bardzo często ludzie chcą czytać, lecz nie mają skąd brać literatury. Smutne, ale prawdziwe. Dlatego też akcja stworzona przez portal Sztukater, jest taka istotna. 
Założę się, że mamy w domu, na półkach książki, których już nie czytamy, do których już nie powrócimy, a więc pomyślmy, czy lepiej będzie, gdy nasze książki będą bez życia leżały wśród innych pozycji, czy gdy osoby, które nie mają takiego dojścia do literatury, jak my, będą je czytać, cieszyć się nimi, przeżywać wszystkie życia literackich bohaterów, których już my nie zamierzamy przeżyć. Moim skromnym zdaniem znacznie lepiej będzie, gdy te nieużywane przez nas pozycje trafią do placówek, w których świecą pustki. Poza oddaniem swoich książek, możemy również wpłacić jakąś (nawet niewielką) sumkę, która zostanie w pełni przeznaczona na wyposażenie wnętrza. Więcej informacji możecie znaleźć tutaj. Gorąco Was zachęcam do głębszego zapoznania się z tą akcją, bo naprawdę warto. Nie bądźmy obojętni. 

Miłej nocki ;*

"Ja, diablica" - Katarzyna Berenika Miszczuk

Wyobrażamy sobie Piekło, jako coś strasznego, jako miejsce pełne okrucieństwa, cierpień, bólu, krzyku, płaczu. Boimy się Piekła. Nie chcemy po śmierci palić się w ogniu piekielnym, przez wieczność być nieszczęśliwymi. Jako katolicy pragniemy iść do Nieba, by radośnie trwać u boku świętych, zamiast przeżywać katusze z innymi potępionymi duszami. Lecz co jeśli źle wyobrażamy sobie Piekło i Niebo? Może to nie jest ani ulga, ani cierpienie dla duszy. Może to jest zupełnie coś innego, coś, czego nie potrafimy sobie wyobrazić. Możliwe, że po śmierci będziemy prowadzić dalsze życie w Niebie bądź Piekle, lecz wyglądem nawet w drobnej części nie będzie przypominać naszych wizji, dotyczących tych dwóch miejsc. Umysł ludzki jest zbyt ograniczony, by móc zrozumieć, wyobrazić sobie to, co jest po śmierci, po ostatnim oddechu. Może więc nie myślmy o tym? Żyjmy tak, aby być szczęśliwi na Ziemi, by przeżyć wszystko tak, jak pragniemy. Byśmy u kresu naszego życia mogli powiedzieć "Niczego nie żałuję". Nie myślmy, o tym, co jest po śmierci, bo i tak za życia się tego nie dowiemy. Myślmy o życiu, bo ono trwa właśnie w tej chwili. 

" 'Kochać' to mocne słowo. Bardzo mocne. Kochać można raz na całe życie."

Wiktoria umarła. Niewiele pamięta z nocy swojej śmierci; nie ma pojęcia, dlaczego sama wyszła z baru, nie wie, kim był morderca, wie tylko, że umarła z powodu ran kutych i znalazła się w Piekle. Jednak Piekło nie jest miejscem, w którym wszyscy są nieszczęśliwi, wręcz przeciwnie. Mówi się, że ludzie znacznie lepiej bawią się w Los Diablos; ciągłe imprezy, żadne problemy, żadne zobowiązania, być martwym, nie wracać do żywych jednym zdaniem. Wiki jednak dostaje zadanie specjalne w Piekle: staje się diablicą, musi przekonywać umarłych, że nie chcą iść do Nieba. Przystojny diabeł pomaga nowej diablicy zadomowić się w Los Diablos, ale Wiktoria tęskni za życiem. Chce wrócić na Ziemię do przyjaciół, brata i swojej niespełnionej miłości. Z czasem okazuje się, że śmierć dwudziestolatki nie była planowana...

Katarzyna Berenika Miszczuk jest lekarką, absolwentką Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. Swoją debiutancką powieść "Wilk" napisała w wieku piętnastu lat, a wydała trzy lata później. "Ja, diablica" została opublikowana w 2010 roku. Przyznam, że po tę książkę sięgnęłam z powodu wielu pozytywnych recenzji. Jednak nie liczyłam na zbyt wiele w stosunku do tej pozycji. Jak odebrałam "Ja, diablica"? 

Bardzo spodobała mi się wizja Piekła. Pisarka stworzyła wręcz przeciwieństwo stereotypowego Piekła; nie było w nim cierpienia, bólu tylko sama zabawa i używki, nieszkodzące zdrowiu - w końcu i tak wszyscy obywatele Piekła nie żyli, nic nie mogło im już zaszkodzić. Przyznam, że bardzo zachwycił mnie taki pomysł na Otchłań Piekielną. Jest ciekawy, pomysłowy i raczej oryginalny. Nie tylko wizja Piekła była świetna, lecz także diabły i anioły: ich "walka" o dusze. Ponadto po sposobie ubierania się aniołów, mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że są oni Polakami. Któż inny do sandałów założyłby skarpetki? 

Humor w książce również jest bez zarzutu. Co prawda nie wybuchałam głośnym śmiechem podczas czytania, ale rozbawiony uśmiech nie schodził mi z twarzy. Autorka wplotła w fabułę mnóstwo zabawnych myśli głównej bohaterki, oraz docinek postaci. Również wiele momentów było pełnych komizmu. 

Bohaterzy byli bardzo dobrze wykreowani. Wiktoria to ciekawa postać, którą nie trudno darzyć sympatią. Jednak o wiele bardziej intrygują Beleth i Azazel. Te dwa charaktery wręcz pokochałam. Świetnie stworzeni, mający własny charakter, nieszablonowi, zagadkowi. Osobliwą postacią również jest Kleopatra. Nie można nie być ciekawym ich zachowań. To są właśnie jedne z tych postaci, z którymi z wielką przyjemnością idzie się przez strony książki. No i nadszedł czas na Piotrusia. Cóż mogę powiedzieć o tym bohaterze? Poza tym, że próbuje udawać typowego niegrzecznego, tajemniczego chłopca, w którym kochają się wszystkie czytelniczki? Piotruś to postać kompletnie nieudana, nijaka, bez charakteru, bez duszy. Dziwię się, że główna bohaterka tak za nim szaleje.

Wątek miłosny wydaje się być dobrze stworzony. Irytowało mnie uczucie Wiki do Piotrka, głównie z powodu tego, jaką postacią okazał się Piotruś. Pomimo złego partnera, autorka nie zniszczyła opisów uczuć. Jednak nie wybaczę pani Katarzynie, jeśli w następnych częściach, nie skieruje uczucia Wiki na bardziej odpowiednią osobę...

Akcja książki nie nuży, jest dynamiczna, ale niekiedy wyczuwałam w co poniektórych zdarzeniach absurd, pewne niedopracowanie, coś, co już było. Aczkolwiek nie powinno to popsuć radości czytania. Język, jakim posługuje się pisarka jest bez zarzutu. Łatwy, przyjemny. W książce bywały przekleństwa i wulgaryzmy, ale są one zdawkowe, przez co nie powinny kuć w oczy. 

"Ja, diablica" jest książką lekką, niezbyt ambitną, aczkolwiek ciekawą, potrafiącą rozbawić. Wizja Piekła stworzono w dość nietypowy oraz intrygujący sposób. Przyznam, że ani nie zawiodłam się na tej pozycji, ani pozytywnie zaskoczyłam. Chyba właśnie czegoś takiego się spodziewałam. Z czystym sumieniem mogę polecić tę pozycję osobom, lubiącym fantastykę oraz humor w książkach. Czytelnikom nie liczącym na nic ambitnego, a jedynie ciekawą rozrywkę. 

"Pożegnania. Nie lubię ich. Wydają się taką ostatecznością. Nigdy nie wiadomo, czy zobaczy się kogoś, z kim właśnie ściskasz dłoń i kogo całujesz w policzek, komu machasz z oddali. Może to właśnie ostatni dotyk, ostatnie słowa? Nie ma nic gorszego od pożegnań."

poniedziałek, 25 listopada 2013

"Password" - Mirjam Mous

Gdy jesteśmy sławni nie mamy życia prywatnego, stajemy się osobą publiczną, która jest ciągle prześwietlana, obserwowana, ludzie z aparatami w dłoniach, chowający się za krzakami, czyhają na to, by zrobić nam kompromitujące zdjęcie i pokazać je światu. Musimy uważać na to, co mówimy i robimy. Nawet we własnym domu nie możemy czuć się w pełni pewni, gdyż ktoś może być tak obsesyjny i zaglądać do nas przez okna. Sława sprawia, że nawet gdy chcemy wyjść do sklepu czy na spacer już po kilku minutach podchodzą do nas obcy ludzie, prosząc o zdjęcia czy też autografy. Gdy jesteśmy sławni, jesteśmy wciąż na celowniku. A więc dlaczego niektórzy właśnie do tego dążą, tego pragną? Co takiego jest w sławie, by marzyć ją posiąść? Jak brak prywatności może pociągać? Wydaje mi się, że nikt nie chce być niespokojnym o to, czy zrobił coś nie tak, czy nie został przypadkiem uchwycony na jakimś niekorzystnym dla niego zdjęciu. A więc zastanówmy się, czy Ci wszyscy sławni ludzie mają życie usłane różami?

Mick i Jerro to dwaj najlepsi przyjaciele. Posiadają mnóstwo wspólnych tematów, a najczęstszym z nich są komiksy i filmy sf, chłopcy uwielbiają spędzać czas razem, są nierozłączni. Pewnego dnia Mick znajduje swojego przyjaciela nieprzytomnego w pokoju, wtem pomoc domowa - Kasia - dzwoni po karetkę. Na szczęście okazuje się, że chłopak zatruł się kanapką z makrelą. Jednak coś jest nie tak: Jerro po powrocie ze szpitala zaczyna się dziwnie zachowywać, jak nie on. Wydaje się, że nie wie, gdzie są toalety w szkole, do której uczęszcza kilka lat, nie pamięta wiele momentów z życia, i co najgorsze dla Micka, nie pamięta hasła, które na wszelki wypadek młodzi sobie wymyślili... 

Mirjam Mous urodziła się w 1963 r. w Holandii. Zanim zawodowo zajęła się pisarstwem, pracowała jako nauczycielka w szkole specjalnej. Pisze książki dla dzieci i młodzieży. Pisarka jest znana ze świetnego thrillera "Boy 7". "Password" to moje pierwsze spotkanie z twórczością tej autorki, muszę je zdecydowanie uznać za udane!

Pomysł na książkę jest bardzo dobry, oryginalny, ciekawy i racjonalny. Wykonany również bez zarzutu, jednak podczas czytania "Password" miałam wrażenie, że za mało kryminału w tym kryminale. Autorka nie wprowadziła tej nutki tajemniczości. W czasie gdy ze strony na stronę wszelkie zagadki powinny się pogłębiać, powinno ich przybywać, one stawały się coraz jaśniejsze i tłumaczone. Muszę przyznać, że liczyłam na więcej niewyjaśnionych, skomplikowanych spraw, które zajęłyby moje myśli na długi czas.

Niesamowicie spodobała mi się narracja. Pisarka pokazała całą tą dość skomplikowaną sytuację z perspektyw trzech, bardzo ze sobą powiązanych chłopców. Wielki plus za to, iż tok myślenia każdego z nich został ułożony z innej strony, ta sama sytuacja ujrzana oczami trzech osób, inaczej zamieszanych w sprawie, posiadających inną wiedzę. Genialne. 

Bohaterzy są fenomenalnie wykreowani. Mick, chłopak, który z racji tego, iż nie należy do najszczuplejszych, był poniżany dopóki Jerro - syn sławnego miliardera nie zaprzyjaźnił się z nim. Od razu zaczęłam darzyć sympatią Micka i Jerro. Obaj piętnastolatkowie są najzwyczajniejszymi w świecie chłopakami, kochającymi komiksy, gry komputerowe i filmy science-fiction. Za to właśnie ich pokochałam. Za tę normalność, która od nich bije. Właśnie dzięki temu miałam wrażenie, że obaj chłopcy są żywi, a sytuacje, w których się znaleźli miały miejsce naprawdę. To jest największy sukces pisarza: gdy czytelnik zaczyna mieć wrażenie, że bohaterzy to żywe istoty, o których napisano książkę. Pani Mous to się udało. Ponadto postacie drugoplanowe również są niebywale dobrze wykreowane, posiadające własny charakter, ciekawe usposobienie. 

"Password" jest napisane łatwym, wciągającym językiem. Autorka nie posługuje się kolokwializmem ani wulgaryzmami, za co ją cenię. Co prawda pani Mirjam wzbogaciła książkę o przeróżne nazwy z komiksów, czy też filmów, więc momentami nie miałam bladego pojęcia, o czym główni bohaterzy mówią, to jednak nie odbierało mi radości z czytania. Niestety nie odnalazłam żadnego godnego uwagi cytatu w tej książce. Z tego powodu troszkę ubolewam, gdyż wyczuwałam w słowach pisarki pewien potencjał; niektóre przemyślenia bohaterów, gdyby poszły w innym kierunku, byłyby naprawdę godne uwiecznienia. 

"Password" to świetna książka, której główną zaletą są bohaterowie i pomysł. Przyjemny styl i doskonała narracja przyciągną czytelnika i zapewnią mu kilka wspaniałych godzin czytania. Jednak Ci, którzy liczą na porządny kryminał, mogą czuć się oszukani, bo jak wspominałam wyżej "za mało kryminału w tym kryminale". Mimo to polecam. To bardzo dobra pozycja, którą niebywale miło wspominam. 

Za możliwość poznania świata Jerro i Micka serdecznie dziękuję portalowi Sztukater!

sobota, 16 listopada 2013

"Wizje" - Daniela Sacerdoti

Każdy miewa sny; niektórzy widzą jedynie krótkie obrazy, nic nieznaczące, nie pobudzające umysłu, inni śnią o rzeczach niestworzonych, pod zamkniętymi powiekami widzą swoje niespełnione nadzieje, obawy lub momenty, które oznaczają coś więcej, pokazują najczarniejsze zakamarki naszej psychiki. Pomyślcie, jak bardzo nasz umysł jej zwodniczy. Daje się ponieść krótkim, mającym mnóstwo niedociągnięć wizjom, których czas nie obowiązuje, które w dużej mierze są nienormalne. Umysł wierzy w niestworzone obrazy, sprawia, że po przebudzeniu, otwieramy oczy i żałujemy, iż to był tylko sen, iż nasze życie wygląda inaczej. Bądź budzimy się zlani potem, z przyśpieszonym oddechem, nasze dłonie drżą, a oczy z trudem przyzwyczajają się do ciemności, która przeraża bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ nasz umysł dał nam sen, sprawił, że przez nieokreślony czas wierzyliśmy w to, co "widzieliśmy". I teraz pytanie: czy nasz umysł chce byśmy w całości poznali nasze wszelkie wciąż nieodkryte obawy i pragnienia, czy jest tak zwodniczy, że sam już nie odróżnia prawdy od kłamstwa? 

"A więc to tak pęka serce. Szamoce się jak zdychający motyl."

Sara została sama; jej rodzice nie żyją i tylko ona tak naprawdę wie, że to nie był wypadek. Ktoś ich zamordował. Matka siedemnastolatki nie zdążyła przekazać jej wystarczającej wiedzy, aby dziewczyna umiała zabijać demony. Teraz ostatnia z rodu Midnight musi niedoświadczona, nie wiedząca praktycznie nic, chodzić na łowy. Jest zdana tylko na siebie, jak zawsze. Gdy nagle dawno niewidziany kuzyn Harry, przyjeżdża do niej i wie kto tak naprawdę zabił rodziców Sary, w młodą Śniącą wstępuje nadzieja, nastolatka pierwszy raz w życiu nie czuje się samotna. Lecz demony Valaya czyhają na jej życie...

Daniela Sacerdoti urodziła się w Neapolu, a wychowała w małej wiosce we włoskich Alpach. Mieszka z mężem i synami nieopodal Glasgow. Nazywa siebie złodziejką czasu, ponieważ aby pisać, kradnie czas, gdy już wszyscy pójdą spać lub zanim się obudzą. Z zawodu jest nauczycielką, ale zdecydowała się zostać w domu z dziećmi. "Wizje" to jej debiutancka powieść. Jak mi się spodobała?

Trzeba przyznać, iż pomysł na książkę nie należy do najoryginalniejszych. Demony, łowy, widzenie przyszłości: to już było niejeden raz w literaturze. I niestety spośród innych pozycji z tymże tematem przewodnim "Wizje" wypadają słabo. Wydają się być niedopracowane, zabrakło mi tu dopowiedzeń od strony pisarki, jakby autorka chciała, aby wszystko szło szybko do przodu, uważała pewne opisy za zbędne. Być może nie chciała nużyć czytelnika, pragnęła go zaskoczyć i nie zmuszać do czytania większej ilości słów niż to było konieczne. Jednak to zgubiło panią Danielę. 

Wielkim plusem tej książki jest narracja. W czasie, gdy czytamy momenty, w których pierwsze skrzypce grają Sara i Harry, narracja jest trzecioosobowa, więc możemy poznać myśli, uczucia obu tych postaci. Gdy kolejne rozdziały, wydarzenia skupiają się na innych postaciach, wówczas narrator jest pierwszoosobowy, dzięki czemu możemy zrozumieć trudne, poważne tudzież szokujące odczucia bohaterów.

Pani Sacerdoti jest kopalnią pomysłów. Wizje potworów, sposoby ich zabijania, różnorodność każdego nocnego stwora, naprawdę budziły podziw. Autorka potrafiła nas niejednokrotnie zaskoczyć, niespotykane demony i ich usposobienie ciekawiło i pobudzało naszą wyobraźnię.

Bohaterzy są dobrze wykreowani, w szczególności Sara. Ta postać została ukształtowana z wielu bodźców zewnętrznych, które odbiły się na jej psychice. Dziewczyna jest twarda, silna, nie daje sobie w kasze dmuchać, lecz ma fobie, melancholijne spojrzenie i lęki, które bez przerwy ją nawiedzają. Wmówiła sobie, że jeśli każdy guzik w jej koszuli będzie równo zapięty, spódniczka idealnie wygładzona, a włosy związane w kucyka tak, by żaden włosek nie wystawał, jej rodzice wrócą żywi z łowów. To był jej rytuał, który z czasem zaczął ją wykańczać. Spodobała mi się również postać Elodie - zranionej przez los dziewczyny, której ukochany umarł i Cathy, kobiety, która żywiła się czystą nienawiścią. Harry również był intrygującą postacią, ale kopią typowego aroganckiego chłopca, chowającego pod maską stanowczości wrażliwość, który pojawia się w co drugiej pozycji. 

Wątek miłosny był dobrze zbudowany, nie zabrakło na niego czasu. Pisarka budowała stopniowo dozę uczucia pomiędzy bohaterami, dźgała ich umysły myślami, które nie powinny mieć miejsce, a jednak zaróżowiały im policzki. 

Język, jakim posługuje się pisarka jest prosty i wciągający. "Wizje" czyta się niebywale szybko, nie sposób oderwać się od tej książki. Czytelnik pragnie więcej i więcej. 

"Wizje" to wciągająca, niegenialna pozycja, która powinna podbić serca niezbyt wymagającym czytelnikom. Co prawda akcja mknie zbyt szybko, a opisów jest jak na lekarstwo, świetna narracja, intrygujące pomysły i dobrze skrojony wątek miłosny rekompensują tamte błędy.

"Dziwne, że gdy nasze życie rozpada się na kawałki, potem i tak zbieramy je z powrotem w całość, nawet jeśli wszystko wygląda inaczej i stajemy się inni, gwiazdy nadal są na swoim miejscu, wiatr wieje jak zawsze i ponownie przychodzi świt."

Za możliwość poznania okrutnego świata Midnightów serdecznie dziękuję portalowi Sztukater!

sobota, 9 listopada 2013

"Wszechświaty" - Leonardo Patrignani

W tym życiu podjęliśmy wiele decyzji; słusznych, jak i błędnych. Poznaliśmy wiele osób, które wnieśli coś do naszego życia. Żyjemy w tej rzeczywistości, musimy radzić sobie z określonymi problemami, a radość i szczęście dają nam również wytypowane rzeczy. Lecz czy istnieje inny wszechświat, w którym nasza dusza, nasza osoba egzystuje, radząc sobie z zupełnie innymi problemami i ciesząc się kompletnie innymi rzeczami? Czy w alternatywnym świecie możemy być szczęśliwsi niż teraz, tutaj? Może nasze wszystkie marzenia, do których właśnie dążymy są tam spełnione? W innym życiu. Być może w osobnym wszechświecie mamy wszystko i jeszcze więcej? Może nie wydarzyło się tam coś, co tutaj sprawiło nam przeogromny ból, tudzież radość. Może tam jesteśmy zupełnie innymi ludźmi, bo życie inaczej nas ukształtowało. Możemy być gorsi, zdeprymowani, brutalni, lecz również cisi, spokojni, zranieni. Spekulacji jest bardzo wiele. Lecz ja postawię kilka pytań: czy dusza może żyć w kilku rzeczywistościach? I którą w takim razie wersją jesteśmy? Gorszą, czy lepszą? Szczęśliwszą, czy wręcz przeciwnie?

"Przez moment pomyślał, że dwoje zakochanych ludzi to nic innego jak tylko dwie przypadkowe wektory biegnące od kołyski. Mogli odbyć na mapie świata najbardziej absurdalne podróże w różnych kierunkach i nigdy się nie spotkać. Albo spotkać się wiele razy i nigdy się nie rozpoznać. Mogli wsiadać każdego ranka do tego samego autobusu, nie wiedząc nic jedno o drugim. I tak do końca ich dni, bez jakiegokolwiek wpływu na siebie. A wystarczyło tak niewiele - przypadkowa wymiana zdań, i drogi magiczne by się złączyły. Z szarych linii biegnących samotnie przekształciłyby się w jedną."

Alex odkąd skończył dwanaście lat ma dziwne wizje, omdlenia. Nachodzą go przeróżne obrazy, których nie rozumie, dochodzą do niego dziwne odgłosy, których nie jest w stanie w pełni dosłyszeć. Lecz wkrótce nadchodzi przełom. Chłopiec widzi oczy, które rozpoznałby wszędzie. Jej oczy. Słyszy głos. Jej głos. Mogą ze sobą rozmawiać. Młodzieniec zaczyna wierzyć, że Jenny istnieje, że nie jest jedynie wytworem jego wyobraźni. Ta wiara sprawia, że nic nie może go powstrzymać, by spotkać się z dziewczyną, którą bez przerwy widuje w swym umyśle.

Leonardo Patrignani, urodził się w Moncalileri w roku 1980. Kompozytor, aktor dubbingujący i lektor zafascynowany powieściami Stephena Kinga; opowiadania zaczął pisać, kiedy miał sześć lat. "Wszechświaty" to jego pierwsza powieść. Jakie wrażenie na mnie wywarła ta pozycja?

Zacznę od pomysłu na fabułę, który jest naprawdę dobry. Wątek wszechświatów można ogromnie rozbudować, stworzyć coś ciekawego i świeżego. Leonardo Patrignani miał świetny plan na książkę; jego pomysł był doprawdy intrygujący i oryginalny, lecz czy aby do końca wykorzystany? Niestety wydaje mi się, iż pisarz nie wykorzystał całego potencjału historii Alexa i Jenny. Coś, co jeszcze rzuciło mi się w oczy, to sztuczne dialogi pomiędzy bohaterami, tudzież zdania wypowiadane do samych siebie. Brzmiały one niczym wyreżyserowane, wydawały się być nieszczere, pisane na wyrost. Jakby autor na siłę starał się podtrzymać atmosferę, zacząć konwersację, czy też pogłębić emocje czytelnika. 

Bohaterzy w "Wszechświatach" są niestety kiepsko wykreowani. Jenny jest całkowicie pustą postacią, bez serca, duszy. Czytając chwile z nią w roli głównej, miałam wrażenie, jakbym czytała o przygodach jedynie zarysu jakiejś osoby. Jen była szkicem prawdziwej osobowości, o tej dziewczynie nie wiem nic. Naprawdę, nie jestem w stanie wymienić chociażby jednej cechy jej charakteru. Z Alexem jest już lepiej, lecz i jego postać pozostawia wiele do życzenia. Wydaje mi się, że najlepiej wykreowany bohater to Marco, przyjaciel Aleksandra. Chłopak, jeżdżący na wózku inwalidzkim, geniusz komputerowy, spryciarz, świetny myśliciel i filozof, starający się zrozumieć jak najlepiej wszelkie zawiłości sytuacji, która ma miejsce.

Wątek miłosny, wydaje się być budowany na mocniejszych, bardziej skomplikowanych fundamentach niż na początku można było się spodziewać. Co prawda podczas czytania nachodzi czytelnika wrażenie, że uczucie pomiędzy Jenny i Alexem jest ciut przesadzone i rozwija się zbyt szybko, lecz to nie do końca prawda. W końcu młodzi rozmawiają ze sobą w umyśle, znają się nieświadomie od wielu lat. Tym właśnie usprawiedliwiałam szybki bieg ich miłości. 

Język, jakim posługuje się pisarz jest prosty i bardzo przyjemny. Patrignani ma tak lekkie pióro, że książkę czyta się niebywale szybko. Ponadto narracja jest dwuosobowa - uwielbiam takie zabiegi w książkach; można wtedy ujrzeć bieg wydarzeń z dwóch perspektyw, dostrzec różnorodność spostrzeżeń. 

Akcja, która na początku nie wbijała w fotel, przez ostatnie sto stron stała się tak bardzo szalona i wciągająca, że potrzebna była ogromna siła woli, aby oderwać się od tej pozycji. Niespodziewane zwroty wydarzeń, zadziwiające opisy, momenty zapierające dech w piersiach - to w dużej mierze podniosło moją ocenę daną "Wszechświatom".

Pomimo kilku minusów, które rzuciły mi się w oczy, książkę wspominam dobrze. Nie żałuję spędzonego przy niej czasu. "Wszechświaty" to ciekawa pozycja, która powinna zadowolić niezbyt wymagającego czytelnika, osobę, która nie spodziewa się genialnej lektury, tylko miłej książki, przy której zapomni o swoim własnych wszechświecie. Liczę jednak na to, iż w następnych częściach pan Leonardo wykorzysta w pełni potencjał tej powieści.

"-Może i jestem. Jestem tylko snem.
-Tak, najpiękniejszym snem, jaki kiedykolwiek miałem.
-Ale sny znikają.
-Więc nie chcę się przebudzić."

Za możliwość poznania wszystkich wszechświatów Alexa i Jenny dziękuję portalowi Sztukater!

środa, 6 listopada 2013

"W pierścieniu ognia" - Suzanne Collins

Życie jest zmienne, lubi sobie z nas pożartować. Rzuca nam kłody pod nogi, byśmy zdołali je przeskoczyć, lub upadli, a następnie sprawia, że wszystko wokół jest ciche i spokojne. Po burzy wychodzi słońce. Gdy w naszym życiu wreszcie zaczyna się układać, sprostaliśmy wielu trudnym sytuacjom, zaczynamy myśleć, iż wyszliśmy na prostą, nagle wszystko zaczyna się walić. Może tak właśnie powinno być? Jesteśmy przez pewien okres czasu szczęśliwi, spokojni, gdyż wszystko się doskonale nam układa, aby w następnej chwili przeklinać los, iż tak postępuje, tak z nas drwi, wymaga od nas tak wielkiego poświęcenia i zmusza do cierpienia i bólu. Może to jest tajemnica egzystencji? Trzeba wycierpieć, aby później było dobrze i ponownie przeżywać ból, by było jeszcze lepiej? Co to byłoby za życie gdybyśmy przed sobą mieli same pasma niepowodzeń? Albo wręcz przeciwnie, co by było gdybyśmy przeżywali same pozytywne chwile, nie mieli problemów? Jedno jest pewne, coś takiego z pewnością nie nazywałoby się życiem.

"Ludziom zdarza się znaleźć w sytuacjach, z którymi nie umieją sobie poradzić, bo nie są odpowiednio przygotowani."

Katniss i Peeta wygrali siedemdziesiąte czwarte Igrzyska Głodowe. Pierwszy raz w historii Panem zwyciężyły dwie osoby. Oczywiście udało się to tylko i wyłącznie za pomocą przeciwstawieniu się Kapitolowi. Zwycięzcy wrócili do domu, żyją w luksusach, nie muszą się o nic martwić... do czasu. Bunt Katniss sprawił, iż w Dystryktach obudziła się nadzieja. Mają miejsce powstania, ludzie chcą walczyć o swoje prawa, nie zamierzają pozwolić, by ich dzieci brały udział w Głodowych Igrzyskach, w których niechybnie umrą. Kosogłos stał się symbolem powstania, symbolem nadziei... Ale jeszcze przed Peetą i Katniss igrzyska Ćwierćwiecza. 

Suzanne Collins stworzyła niesamowitą trylogię opowiadającą o odwadze, poświęceniu i brutalności. "Igrzyska śmierci" zawładnęły całym światem, sprawiły, że miliony czytelników nie mogą zapomnieć o oryginalnej fabule i ciekawych bohaterach. Pierwsza część przygód Katniss i Peety bardzo mi się spodobała. Co sądzę o drugiej części trylogii? 

Coś, co zachwyciło mnie w poprzedniej części, zachwyciło i w tej. O czym mówię? O brutalności i szczerości wszelakich opisów. Pisarka nie boi się pisać kontrowersyjnie, nie mydli oczu czytelnikowi, pokazuje prawdziwe bolesne życie w Dystryktach. Ponadto ukazuje jak bezwzględni potrafią być ludzie, aby posiadać nad wszystkim władzę. Do czego są w stanie się posunąć, by tylko budzić strach, trzymać rękę na pulsie. Idzie to również w drugą stronę; autorka przedstawia nam do jakich poświęceń jesteśmy zdolni wobec ludzi, których kochamy.

Pani Collins postanowiła rozwinąć w tej książce również to, co jest pomiędzy Katniss i Galem. Ciekawiło mnie wszystko, co dzieje się pomiędzy nimi; ich więzy, szczerość, oddanie. Bardzo spodobało mi się to, iż pisarka poświęciła więcej czasu tym dwóm postacią. Relacje pomiędzy Katniss i Peetą również wzniosły się na wyżyny, że tak powiem; pani Suzanne ukazała całą skomplikowaną naturę ich "związku".

Niestety kuła mnie w oczy jedna rzecz: wydawało mi się, iż pomysły na dalsze przygody się skończyły. "W pierścieniu ognia" do bólu przypominało "Igrzyska śmierci". Ema miała rację, mówiąc mi, iż jest to kopia poprzedniej części. Również i ja to wyczułam. Co prawda żaden rozdział nie nużył, a wręcz przeciwnie; ciekawił oraz wzbudzał emocje. Niektóre sytuacje zapierały mi dech w piersiach, jednak czułam, iż na Igrzyskach Ćwierćwiecza, nie ma tej samej "magi" co na Głodowych Igrzyskach.

Bohaterzy, jak w poprzedniej części, są bardzo dobrze wykreowani. Ciekawi, inni, charakterni. Katniss jest postacią silną, która od początku zyskała moją sympatię. Miło jest czytać o postaci, która wie, czego chce od życia, ma swoje cele, do których dąży. Peeta to bohater, który zdobył mój szacunek, jednak nie podbił mojego serca. Aczkolwiek intrygował mnie swoim zachowaniem, podejściem do spraw.

"W pierścieniu ognia" to ciekawa książka, która w dużej mierze wzoruje się na swoim poprzedniku. Można rzec, iż jest niejaką kopią poprzedniej części. Mimo to utrzymuje poziom oraz potrafi zaintrygować. Polecam osobom, które mają już za sobą "Igrzyska śmierci". Być może lekko się zawiodą, ale gra jest warta świeczki.

"Szkoda, że nie możemy zatrzymać tej chwili, tu i teraz, żeby żyć w niej na zawsze - wzdycha."

niedziela, 3 listopada 2013

Wyniki urodzinowego konkursu!


Jak wiecie 16 października rozpoczął się urodzinowy konkurs, w którym nagrodą była wybrana książka do kwoty 40 PLN. Udział w urodzinowym konkursie wzięło 61 osób! Bardzo dziękuję za taką aktywność! Nie przedłużając, oto jak odbyło się losowanie: 

Najpierw wycięłam 61 karteczek, napisałam nicki osób, które się zgłosiły, oraz wrzuciłam rzeczone karteczki do mojego ulubionego, dużego kubka!

Następnie moja dłoń zanurkowała wśród wszystkich karteczek i wylosowała jedną, a więc zwycięzcą zostaje....

Gratuluję Ci, Arvena89. Już wysłałam do Ciebie mejla :)
Dziękuję wszystkim za udział w moim konkursie!
Pozdrawiam ;*

piątek, 1 listopada 2013

Stosik #8

Hej,
Mam nadzieję, że podczas tego długiego weekendu spędzacie czas z bliskimi w miłej atmosferze. Ja właśnie to robię. A u mnie na blogu nadszedł czas na stosik, który w tym miesiącu jest bardzo pokaźny - nie mogę przestać go podziwiać! Muszę przyznać, iż miesiąc październik uważam za udany. Pod względem czytelniczym nie mam na co narzekać, ponieważ półki się wręcz uginają i udaje mi się znaleźć trochę czasu na czytanie. We wrześniu liczba przeczytanych przeze mnie książek, była wręcz dramatyczna, na szczęście w tym miesiącu wzięłam się za siebie i przeczytałam sześć pozycji. Zdecydowanie niekolosalna liczba, ale ja się z niej cieszę. Mam nadzieję, że listopad będzie równie udany i obfity. Oto stosik, nacieszcie oko, jak ja ^^


Od góry: 

1. "Moja siostra mieszka na kominku" Annabel Pitcher - niespodziewana przesyłka od wyd. Papierowy Księżyc. 
2. "Wszechświaty" Leonardo Patrignani - od portalu Sztukater.
3. "Beta" Rachel Cohn - od wyd. Czarna Owca. RECENZJA
4. "Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" Lauren Branhholdt - z biblioteki. RECENZJA
5. "W pierścieniu ognia" Suzanne Collins - zakoszone od Gabi.
6. "Ostatni smokobójca" Jasper Fforde - od portalu Sztukater. RECENZJA
7. "Saga księżycowa. Cinder" Marissa Meyer - prezent od Darii dla Darii z okazji rocznicy bloga :3
8. "Ja, diablica" Katarzyna Berenika Miszczuk - z biblioteki.
9. "Dziewięć żyć Chloe King. Upadła" Liz Braswell - j.w.
10. "Password" Mirjam Mous - od portalu Sztukater.
11. "Faceci z sieci" Katarzyna Gubała - od wyd. Czarna Owca.
12."Wizje" Daniela Sacerdoti - od portalu Sztukater.
13. "Król Kruków" Maggie Stiefvater - z biblioteki.

No i po prawej 14. "Cień i kość" Leigh Bardugo - również niespodziewana przesyłka od wyd. Papierowy Księżyc.

Jak Wam się podoba? Czytaliście którąś z tych książek? A może macie w planach? 
Pozdrawiam ;*

sobota, 26 października 2013

"Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" - Lauren Barnholdt

Jest wiele rodzajów związków. Są związki idealne, na pozór idealne, nieszczęśliwe, kłamliwe, gdzie jedna osoba zdradza, odmienne, w których chłopak i dziewczyna są od siebie niewyobrażalnie różni, a i tak starają się połączyć oba światy. Jednak skupmy się na związku, który był na pozór idealny, w którym byliśmy niemożliwie szczęśliwi, sądziliśmy, że razem z naszym partnerem jesteśmy w stanie przetrwać wszystko. Byliśmy w stanie zrobić dla niego wszystko. I nagle zdajemy sobie sprawę, że druga połówka nie jest z nami szczera. Okłamuje nas. Zdradza. Wtedy nasz świat się wali, bo osoba, którą kochaliśmy najmocniej na świecie, kocha kogoś innego, poświęca czas komuś innemu, daje siebie innej osobie. Co wtedy możemy czuć? Złość, nienawiść, ból, rozpacz. Wtedy coś w nas umiera i rodzi się coś innego. Wtedy albo jesteśmy w stanie zrobić wszystko, aby się zemścić, albo ból jest tak ogromny i skomplikowany, że nie umiemy nawet odpłacić pięknym za nadobne. Lecz gdy związek, w którym byliśmy szczęśliwy się rozpadnie, z nami dzieje się coś, czego nie umiemy pojąć. I już nigdy możemy nie być tacy sami. Bo odebrano nam coś, w co głęboko wierzyliśmy.

"Kelsey, czy wiesz, że ból złamanego serca wysyła do mózgu takie same impulsy, co ból fizyczny?"

Kelsey została wyrzucona z prywatnej szkoły, gdzie była jedną z najpopularniejszych dziewczyn. Kels nie wie, jak sobie poradzi w publicznym liceum, jest jednak pewna, iż musi dać z siebie wszystko, by przyjęto ją do college'u. Do tej samej publicznej szkoły zapisuje się również syn senatora, Isaac, który również został wyrzucony z poprzedniej szkoły. Drogi Isaaca i Kelsey się krzyżują, młodzi muszą pokonać przeszkody, które są ich kłamstwami... 

Lauren Barnholdt jest autorką licznych powieści dla młodzieży i starszych nastolatek. "Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" jest pierwszą książką, wywodzącą się spod jej pióra, z którą miałam okazję się zapoznać. Po ciężkich książkach, które ostatnio czytałam, nawet nie miałam pojęcia, jak potrzebuję takiej lekkiej lektury, która w mym słowniku zwie się "odmóżdżaczem".

Pomysł na książkę nie należy do oryginalnych; dwoje nastolatków w nowej szkole, którzy na początku się nie lubią, mają o sobie kiepskie zdanie, po czym rodzi się w nich wielkie uczucie. Spójrzmy prawdzie w oczy: takie historie były już w niejednej książce. Motyw kłamstw również nie jest niespotykany w innych książkach, jednak "Nie mogę powiedzieć Ci prawdy", choć ma oklepany pomysł, wykonana jest wprost idealnie. 

Narratorami w powieści są Isaac i Kelsey. Jestem ogromną fanką książek, w których jest dwuosobowa narracja, a jedną z tych osób jest chłopak. Zawsze ciekawi mnie, jak pisarka, tudzież pisarz, wniknie w umysł nastolatka. Pani Lauren bardzo dobrze wykonała swoje zadanie, pozwalając poznać czytelnikowi psychikę nastoletniego chłopca oraz dziewczyny. Uwielbiam męskie narracje, tutaj pisarka spełniła wszelkie moje oczekiwania.

Wątek miłosny ciekawy, nie przesłodzony. Można było wyczuć w nim prawdziwość, zdawał się być jednym z wielu związków, które powstają w dwudziestym pierwszym wieku. Podobał mi się w każdym calu. Miłości Isaaca i Kels nie mam nic do zarzucenia. Pisarka doskonale dopracowała ten wątek.

Bohaterzy w powieści są bardzo dobrze wykreowani. Największą część mojej sympatii zdobył syn senatora, który potrafił mnie rozbawić i oczarować swoją dżentelmeńską naturą. Kelsey już tak nie polubiłam, ale rozumiałam jej zachowania. Akceptowałam to, co robi, ponieważ przeszłość dała jej w kość. Postacie drugoplanowe okazały się różne. Jedne bardzo ciekawe, dobrze przedstawione, innym czegoś zabrakło. Niemniej nie zrujnowało to mojej przyjemności z czytania.

Pani Lauren doskonale wiedziała do jakiej grupy czytelników pisze powieść, ponieważ nie szczędziła młodzieżowego języka, zwrotów używanych przez nastolatków. Książkę czyta się naprawdę szybko, każda strona wchodzi w nasz umysł, jak nóż w masło. Niebywale lekki styl odpręża, daje odpoczynek, przyjemność. 

"Nie mogę powiedzieć Ci prawdy" to lekka książka, która pomimo nieoryginalnego pomysłu, zdobyła moje uznanie. Czytałam ją z ogromną przyjemnością, nie mogąc się od niej oderwać. Polecam tę powieść czytelnikom, którzy chcą wypocząć podczas czytania przy niezobowiązującej, lecz naprawdę ciekawej pozycji. Dzieło pani Lauren wspominam bardzo miło.

"Czasami, kiedy ktoś mówi coś bardzo ważnego, dobrze przez chwilę posiedzieć w ciszy, żeby lepiej się nad tym zastanowić. Często ludziom wydaje się, że powinni wtedy powiedzieć coś mądrego i głębokiego albo spróbować pocieszyć. A tak naprawdę często najlepsze jest milczenie."

wtorek, 22 października 2013

"Beta" - Rachel Cohn

Czy można posiadać człowieka na własność? Można mówić, że pewna osoba należy do mnie? Co to w ogóle oznacza? Że nasze ciało, umysł, serce, w pełni należą do jakiejś osoby? Oznacza to, iż ktoś może robić z nami, co chce? Że my musimy robić, co nam zostanie nakazane? A może należeć do kogoś, to być kochanym? Wiedzieć, że Twoje ciało, serce, pasuje do drugiej osoby, że posiadasz swoją drugą połówkę. Takie przynależenie nie jest złe, ale gdy ktoś zaczyna kierować Twoim życiem, rozkazywać, podejmować decyzje za Ciebie, wymuszać coś, wtedy przychodzi myśl, czy można tak traktować człowieka. Właśnie. Można? Człowiek nie jest rzeczą, jest istotą, która oddycha, czuje, myśli. I to jest już wystarczającym powodem, aby samodzielnie egzystować, nie pozwolić komukolwiek przejąć nad sobą władzę. Trzeba zrobić wszystko, by mieć wolność, by móc samemu o sobie decydować, aby z pełną świadomością słów rzec "to ode mnie zależy moja przyszłość". Gdy mamy wolność, mamy wszystko.

"Nic dziwnego, że kłamstwo przychodzi ludziom z taką łatwością. To musi być instynktowna reakcja na strach."

Elizja to betanastolatka, jedna z pierwszych klonów nastolatek. Naukowcy nie klonowali nigdy dotąd młodzieży, bo nie wiedzieli, czy dadzą radę okiełznać hormony. Elizja jednak im się udała, tak przynajmniej wszyscy sądzą. Bogata rodzina kupuje tę betanastolatkę, by zabawiała. Wtem szesnastoletni klon zaczyna miewać dziwne wizje o pewnym blondynie i jego turkusowych oczach. Zaczyna czuć... Ale przecież to niemożliwe. Elizja to klon, nie ma duszy. Nie może niczego odczuwać. A jednak tajemniczy Tahir sprawia, że betanastolatka zaczyna wierzyć w to, że posiada duszę.

Rachel Cohn jest znaną pisarką amerykańską. Zadebiutowała w 2002 roku powieścią "Gingerbread" i od tamtej pory opublikowała już 11 książek. "Beta" to pierwszy tom cyklu powieści z pogranicza s.f. i fantasy adresowany do starszej młodzieży.

Pomysł na książkę jest dość oryginalny, ciekawy i dobrze wykonany. Zaintrygował mnie świat na rajskiej wyspie, gdzie samo oddychanie (dosłownie!) odpręża, rozluźnia i sprawia, że nie ma się ochoty na nic poza odpoczywaniem. Właśnie przez te niezwykłe powietrze ludzie nie pracowali i jedynym wyjściem, okazały się klony; stworzone jedynie do pracy. 

W fabułę pisarka wplotła niewielką dawkę zagadek i spisków, które pobudzały ciekawość i wyobraźnie. Nie jestem pewna, czy gdyby nie te wątki, książka by nie nużyła. Akcja nie jest wartka, nie jest również stopniowa. Akcji przez większość książki nie ma. Nie dzieje się nic, co zapiera dech w piersiach, co przyśpiesza bicie serca. Właśnie tak bardzo byłam zadowolona z wplecionych małych tajemnic i Rebelii klonów; dzięki temu historia nie była nużąca.

Bohaterzy są dobrze wykreowani. Ciekawi, różni. Co prawda byłabym bardziej zadowolona, gdyby pisarka poświęciła większą uwagę postacią drugoplanowym, gdyż miewałam wrażenie, iż jest o nich troszkę za mało napisane. Natomiast Elizja oraz jej braciszek Ivan, to chyba dwie najlepiej rozwinięte postacie. Szczególnie Ivan. Może nie jest w centrum uwagi, nie poświęca się mu każdej strony, lecz wydaje się być naprawdę dobrze stworzony. Jego postawa, charakter, działania, ciekawią i zmuszają do krótkich acz intensywnych przemyśleń. Elizja to bohaterka, która nie irytuje. W gwoli ścisłości poznajemy ją dopiero, gdy zaczyna miewać wizje i podejrzenia do tego, iż jest defektem - klonem z usterką. Wtedy czujemy jej emocje, jej obawy, zmartwienia i determinację, by żyć według własnych zasad. 

"Zamartwianie się jest dobre dla ludzi. Wtedy gubi się cel."

Wątek miłosny trochę mnie rozczarował. Widziałam w nim potencjał, który najzwyczajniej w świecie nie został wykorzystany. Jestem zdania, iż pani Cohn mogła poświęcić mu więcej uwagi, dopracować i zachwycić nas.

Gdy rozpoczynałam czytać tę książkę, nie sądziłam, iż mogą być w niej zawarte poważniejsze tematy, takie jak gwałt czy narkotyki. Podobały mi się nie tylko pomysły pisarki, ale również emocje, które były zawarte w rozdziałach. Istota, która nie powinna czuć, mieć jakichkolwiek emocji, rozmyślała, miała je jakby głębsze niż normalny człowiek, przez co, sens słów stawał się bliższy czytelnikowi, pozwalał dojrzeć to, co na co dzień ignorowane. To, nad czym zwykle się nie zastanawiamy. 

Język, jakim posługuje się pisarka jest przystępny, ciekawy. Przyznam, iż bardzo przyjemny. Lekki, aczkolwiek czuć w nim pewne emocje. 

Pełne adrenaliny, zaskakującej akcji i przez nikogo niespodziewanych zwrotów wydarzeń, którymi przepełnione są ostatnie strony, doskonale rekompensują brak wartkiej akcji przez większą część książki. Takiego zakończenia żaden czytelnik nie jest w stanie się spodziewać. Uwielbiam, gdy pisarze mnie zaskakują.

"Beta" to ciekawa książka, którą czyta się bardzo szybko. Nie należy do najambitniejszych, ale jest obfita w ciekawe wydarzenia i intrygującą historię, która powinna zaspokoić czytelnika, oczekującego dobrej książki na pograniczu fantasy i s.f. Polecam. 

"Lepiej nie mieć duszy. Niż pozwolić, żeby ludzie ją z ciebie wytrzęśli."

Za możliwość przeczytania "Bety" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Czarna Owca!

sobota, 19 października 2013

"Intruz"- Stephenie Meyer

Nienawiść. To uczucie jest tak silne, że potrafi zniszczyć od środka. Wybucha niespodziewanie, gwałtownie, wystarczy mały płomień, aby wzniecić pożar wewnątrz. Te płomienie liżą Cię od środka, przejmują władzę nad całym Twoim ciałem, Twoim umysłem; Twe myśli stają się mordercze, destrukcyjne. Nienawiść jest stokroć silniejsza od racjonalności. W chwili, gdy te gwałtowne uczucie Tobą włada, nic więcej się nie liczy. Pragniesz się wyżyć, wyrzucić cały ogień na wierzch, by spłonął na kimś innym, by wypalił coś, kogoś innego, nie Ciebie. I nim się obejrzysz jest już po wszystkim. Wypowiedziałeś o kilka słów za dużo, zrobiłeś o kilka ruchów za wiele. Zaczynasz się zastanawiać, jak mogłeś tak bardzo stracić panowanie nad sobą, jak mogłeś dopuścić, by te uczucie, emocje tak Tobą zawładnęły, że skrzywdziłeś innych, osoby na których Ci zależało bardziej lub mniej. Nienawiść jest uczuciem najtrudniejszym do pokonania, bywa destrukcyjne, niszczycielskie. Jest rozszalałym ogniem, który pali Cię od środka, pragnie się wydostać. Może trwać jedynie moment, kilka chwil, lecz może również zagnieździć się w Tobie na stałe. Wtedy Twoje ciało jest wiecznie rozgrzane, gwałtowne. Wtedy ogień nigdy nie gaśnie. 

"Skoro ludzie potrafili tak zapalczywie nienawidzić, widocznie umieli też kochać mocniej, żywiej i płomienniej?"

Łowcy złapali Melanie. Samobójczy skok dziewczyny się nie udał, odratowali ją, wszczepili w jej ciało duszę imieniem Wagabunda. Ta istota miała odnaleźć we wspomnieniach własnego żywiciela informacje na temat innych niedobitków ludzkich, którym udało się przeżyć. Jednak Melanie stawia opór, buntuje się. W jednym ciele są dwie osoby, toczą walkę, która od początku skazana jest na niepowodzenie. Wagabunda i Melanie łączą siły, aby odnaleźć Jareda i Jamiego. Mężczyznę i chłopca, których obje kochają.

Stephenie Meyer to pisarka, której nazwisko jest powszechnie znane. Absolwentka literatury angielskiej na Brigham Young University napisała słynną sagę Zmierzch, która podbiła serca milionów czytelników oraz wzbudziła zgorzałe dyskusje. "Intruz" jest dziełem przeznaczonym dla starszego grona odbiorców. 

Świat wykreowany przez pisarkę, jest naprawdę dobry. Nie dopatrzyłam się żadnych niedociągnięć we wszechświecie, który opanowują dusze. Wszystko było doskonale skrojone, trzymające się kupy. Ciekawe i intrygujące. Budzące podziw, zachwycające. 

Niesamowicie spodobało mi się to, jak pisarka przedstawia ludzi. Jako istoty nadpobudliwe, niszczycielskie, nienawidzące, myślące o sobie, egoistyczne, lecz mimo wszystko kochające, jak żadne inne życie na jakiejkolwiek planecie, niebywale przywiązujące się, posiadające więzy, nadzieję, upartość, wiarę, jak nikt inny. Meyer wykreowała ludzi, jako coś niesamowitego, coś, co posiada miliony sprzeczności, doznań, uczuć. Ludzkość jest czymś niepojętym, niezrozumiałym, czymś o wiele większym, silniejszym, niżby można było to pojąć.

"Wydaje mi się, że są takie rzeczy, które nigdy nie umrą."

Ponadto rdzeń miłości przedstawiony przez autorkę, jest niezwykły. Pani Stephenie nie szczędziła głębokich przemyśleń na temat świata, ludzi i ich uczuć, ciał oraz sensu egzystencji. Jednak temat miłości najbardziej wbił mi się do głowy. Tutaj pisarka przedstawiła to jako nigdy niegasnące uczucie, nieokiełznane, potrafiące przetrwać wszystko, zawsze żywe, nigdy umierające, trwające więcej niż jedno istnienie. Miłość jaką Melanie darzyła brata i Jareda była jak gruby, niezniszczalny sznur, którym ich serca były do siebie przywiązane. Pisarze bardzo często już w ten sposób opisywali te uczucie, jednak w "Intruzie" moja wyobraźnia była tak pobudzona, że na minutę miałam milion metafor dotyczących ludzi i ich miłości.

Bohaterzy byli świetnie nakreśleni. Każda, dosłownie każda z postaci miała własny charakter, była inna, głęboka, prawdziwa. Chciałam poznać wszystkich. Jednak najbardziej intrygowali mnie Ian, Jared oraz Jeb. Ich tajemniczość, niemalże zachowania niezrozumiałe, zbudowane na logiczniejszych fundamentach niż można było się spodziewać, okazały się niemożliwie fascynujące. Wagabunda oraz Melanie to bohaterki, które również przypadły mi do gustu. Wanda, dusza nierozumiejąca przemocy, nienawiści, dobra sama w sobie, delikatna, jednak myśląca bardzo racjonalnie. Mel, silna kobieta, gwałtowna, posiadająca instynkt przetrwania, wiele przykrych chwil za sobą, kochająca z całego serca. Nie sposób ich nie polubić, nie podziwiać. 

Wątek miłosny, składał się z dwóch mężczyzn i dwóch kobiet, ukrytych w jednym ciele. Nie nazwałabym tego trójkątem miłosnym. Ta nazwa byłaby zbyt płytka, zbyt przyziemna i nikła, by wytłumaczyć, co działo się w sercach, duszach ludzi, którzy kochali się nawzajem. Pokochałam ten wątek miłosny, jak całą resztę.

"Nigdy nie wiesz, ile czasu ci zostało."

Podczas czytania "Intruza" emocje brały górę. Stephenie Meyer potrafiła przestraszyć czytelnika, sprawić, że wpatrywał się z niedowierzaniem w kartki papieru, potrafiła przyśpieszyć bicie jego serca, wzruszyć, wzbudzić współczucie dla doskonale wykreowanych bohaterów. Pisarka bawiła się ich losem, nie dawała zapomnieć, jak brutalne jest życie, że smutki i radości muszą się równoważyć na niewidzialnej wadze. Emocje były wszędzie, wylewały się z literek i przelewały na niczego niespodziewającego się czytelnika. 

Język, jakim posługuje się pisarka jest barwny, bogaty, mimo to przystępny. Niebywale wciągający już od pierwszych stron, dogłębny. Choć akcja nie trwa bez przerwy, nie nuży i potrafi zaskoczyć. 

"Intruz" to dzieło genialne. Zmuszające do refleksji nad ludzkością, miłością i więzami rodzinnymi. Budzi wiele pytań dotyczących egzystencji, na które czytelnik sam musi sobie odpowiedzieć. Dzieło pani Meyer zapada głęboko w pamięć, sprawia, że bez przerwy myślimy o losach bohaterów. Polecam tę książkę, powinnością jest ją przeczytać. "Intruz" to głęboka, ambitna lektura, która ze względu na tematy, które porusza, jest co najmniej warta przeczytania i przeanalizowania. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. 

"Przez wszystkie te stulecia nie udało się rozgryźć zagadki, jaką jest miłość. Na ile jest sprawą ciała, a na ile umysłu? Ile w niej przypadku, a ile przeznaczenia? Dlaczego związki doskonałe się rozpadają, a te pozornie niemożliwe trwają w najlepsze?"

środa, 16 października 2013

Urodzinowy konkurs!!

W niedzielę był roczek bloga, a więc dzisiaj rozpoczyna się konkurs!
Jesteście gotowi?

Regulamin: 

1. Organizatorką konkursu jestem ja, właścicielka bloga Created Eternity.
2. Niniejszy konkurs trwa dwa tygodnie; od 16 października do 30 października do północy. Zgłoszenia nadesłane po wyznaczonym terminie, nie będą brane pod uwagę.
3. Wyniki losowania zostaną ogłoszone do tygodnia po 30 października.
4. Uczestnik konkursu powinien mieszkać na terenie Polski.
5. Zwycięzca sam wybiera nagrodę książkową do kwoty 40 PLN. 
6. Aby wziąć udział w konkursie należy:
a) w komentarzu wyrazić chęć wzięcia udziału w konkursie poprzez "zgłaszam się".
b) napisać swój e-mail (bym mogła skontaktować się ze zwycięzcą).
c) podać swój nick.
d) zostać obserwatorem bloga Created Eternity.
e) wstawić zamieszczony poniżej baner na swoją stronę/bloga.
7. Osoby anonimowe również mogą brać udział w konkursie. W takim wypadku podpunkt d i e ich nie obowiązuje.
8. Będzie mi bardzo miło, gdy polubicie mojego fanpejdża oraz udostępnicie wiadomość o konkursie, jednak nie jest to obowiązkowe.

Oto banerek, który zrobiła Rosemarie, za co po raz kolejny serdecznie dziękuję :**


Gotowi? Do startu... START!

Życzę Wam powodzenia ;*

poniedziałek, 14 października 2013

"Ostatni Smokobójca" - Jasper Fforde

Czy zawsze postępujemy według zasad moralności? Podejmujemy decyzje, które idą jedynie w dobrym kierunku? Nie ulegamy czarom chciwości, pieniędzy, nie nadużywamy swojej władzy, by zdobyć coś, co nam się nie należy? Czy ludzie zawsze postępują moralnie? Są uczciwi? Potrafią oprzeć się alternatywie wygodnego życia w luksusach, dopuszczając się drobnych oszustw, czy złych uczynków? Niestety nadeszły takie czasy, w których moralność przegrywa z dobrobytem ludzkim. Gdy człowiek czegoś gorąco pragnie, jest w stanie posunąć się do wszystkiego. Wystarczy, że nastanie cień szansy, iż dostanie to, czego żąda. Co to za świat, w którym pieniądze, rzeczy materialne, władza, odgrywają tak ogromną rolę, że zasady moralne, uczciwość, szacunek do innych i samego siebie przestają być dla kogokolwiek istotne? Schodzą na boczny plan. Lecz kogo można winić za to, iż właśnie taki jest świat? Ludzkość, nas. Nikogo więcej. Chciwość tak nas zaślepiła, że jesteśmy w stanie zrobić wszystko, by dostać to, czego pragniemy.

"Tak działa przeznaczenie: nie można przewidzieć, gdzie cię poprowadzi."

Jasnowidz miał wizję. Mnóstwo osób ją miało, jest to oznaka, iż ujrzana przyszłość tym razem naprawdę może mieć miejsce. Czarodzieje widzieli śmierć ostatniego Smoka. Gdy zwierzę umrze, na Smocze Ziemie będzie mógł wejść każdy, miliony będą się bili o to, by zdobyć chociaż kawałek ziemi. Lecz kto zabije Smoka? Znajda, Jennifer Strange, jest w samym środku wydarzeń, nastolatka jako Ostatni Smokobójca  musi podjąć poważne decyzje, gdyż od niej wiele zależy...

Jasper Fforde to autor bestsellerowych serii Thusday Next i Nursey Crimes. "Ostatni Smokobójca" to jego pierwsza książka przeznaczona dla młodych czytelników. Nigdy dotąd nie miałam styczności z żadnym dziełem tego pisarza, dlatego byłam naprawdę ciekawa, jak spodoba mi się jego pióro. Czy "Ostatni Smokobójca" wywarł na mnie pozytywne wrażenie?

Świat stworzony przed pana Jaspera jest bardzo dobrze dopracowany. Kazam, licencje czarodziejów, dwa Królestwa, znajdy, to nie tylko pomysły nie posiadające żadnych niedociągnięć, lecz również wzbudzające niebywałą ciekawość u czytelnika. Świat, w którym żyje Jennifer intrygował mnie. Barwne opisy, niekończące się oryginalne wątki, to coś, czym ta pozycja zdecydowanie może się poszczycić. 

"Ostatni Smokobójca" odzwierciedla się również humorem. Pisarz ma bardzo lekkie pióro, czytając tę książkę, ma się wrażenie, jakby każdy rozdział napisany przez pana Fforda, był dla niego wielką przyjemnością, zabawą, która w dużym stopniu udziela się osobie czytającej. Zabawne przemyślenia bohaterów i dialogi, sprawiały, że wybuchaliśmy krótkim śmiechem, albo uśmiechaliśmy się pod nosem. Ponadto pisarz umiał doskonale oddzielić żart od infantylności. Nigdy nie zdarzyło mu się przekroczyć tej cienkiej, dla niektórych niezauważalnej granicy.

"Pieniądze zdolne są zaślepić człowieka, [...], zmieniają ludzi w chciwych, niedbających o konsekwencje głupców, nastawionych na zysk."

Przyznam, że akcja nie trwa bezustannie, nie jest wartka w każdym rozdziale, lecz wciąga. Przez większość rozdziałów jest stonowana, a pod koniec książki budzi się i mknie nieprzerwanie, zachwycając pomysłowością. Drobne zagadki, umieszczone w fabule również podsycają ciekawość, sprawiają, iż czytelnik samoistnie stara się znaleźć sprawce całego zamieszania. 

Nie spodziewałam się, iż pisarz umieści w "Ostatnim Smokobójcu", książce lekkiej, niezbyt ambitnej, prawdy o moralności i chciwości ludzkiej. Poprzez świat Smoków, czarodziejów, Kwarkostworów i znajd, przebiły się mądre, dojrzałe słowa na temat ludzkości. 

Pan Fforde bardzo dobrze wykreował bohaterów. Dał im ludzkie cechy, budząc w nas wrażenie, iż Jennifer, Tygrys, Lady Mawgona, Moobin, są prawdziwymi istotami. Główną bohaterkę nie sposób nie polubić. Ma bardzo ciekawy, pozytywny charakter, który jest w stanie udzielić się każdemu. Drugą z postaci, która zyskała wielką część mojej sympatii, to Tygrys. Ta dwunastoletnia znajda zachwycała mnie swoją bystrością, wiedzą i zainteresowaniem świata. 

Język, jakim posługuje się pan Jasper nie jest ubogi, wręcz przeciwnie. Obfituje w bardzo dobrze, poetycko złożone zdania. Mimo to nie jest trudny. Jestem pewna, że nikt nie będzie miał problemu z odbiorem słów pisarza. 

"Ostatni Smokobójca" nie należy do ambitnych lektur, jest raczej książką lekką, pozwalającą zagłębić się w świecie Smoków i komizmie. Polecam tę powieść młodszym odbiorcą, oni będą nią wręcz zachwyceni!

"I to jest właśnie problem z przepowiedniami - czasem się spełniają."

Za możliwość przeczytania książki "Ostatni Smokobójca" serdecznie dziękuję portalowi Sztukater!

© Created Eternity, AllRightsReserved.

Designed by ScreenWritersArena